Mrok Między Gwiazdami

Pełnia

Przekaz Vau był prosty – “Na mocy ustaleń cesarskich przeprowadzone zostanie dochodzenie”. Jakiekolwiek próby przeprowadzenia rozmowy nie dawały rezultatu. Całość systemów Koła Fortuny zdała się być przejęta, a ekrany pokazywały jedynie ogrom statku Vau zawieszonego nad mizerną fregatą…

Po kilku nerwowych minutach cała załoga poddała się sprowadzonej przez obcych senności. Ani hart ducha, ani wiara, ni psionika – nie mogły się z tym mierzyć.

Vau przesłuchują członków załogi. Ile to trwa, nikt nie potrafi określić, faktem jest jednak, że po obudzeniu Koło Fortuny jest już tuż obok Gwiezdnych Wrót.

Widzenia z grupą 5ciu Mandarynów mają wszyscy, rezultat jest jednak zgoła inny. Vau pytają w wizji, a może fizycznym, lecz obdarzonym niezwykłą techniką pomieszczeniu o to kim są przesłuchiwani, dokąd zmierzają, czemu podjęli na pokład ciało Vau, czy pragną osiągnąć Pełnię… Z jednym z Mandarynów prawie nikt nie nawiązał dialogu.

Mandaryni ofiarują coś w zamian. Wszystko zależy jednak od przebiegu rozmowy. Esteban dzięki swoim umiejętnościom przemowy i otwartości umysłu był w stanie zadać wiele pytań, otrzymał też przepiękny miecz. Angel obraził tylko jednego Vau i ofiarowany mu został stary pas, jak później Esteban zidentyfikował – należący do Mantiusa Żołnierza. Alejandra obraziła większość Vau i otrzymała przepiękny, lecz tajemniczy żywy kryształ.

Wszystko w imię osiągnięcia niezdefiniowanej Pełni.

Spotkanie z Vau nie było łaskawe dla wszystkich. Brutus Domingez zmienił się wyraźnie, wciąż mówiąc o dobru i unikając jakiegokolwiek konfliktu. Tytus w podnieceniu wertuje Ewangelię Omega, szukając sobie tylko znanych odpowiedzi. Tanaka Airi w histerii wyznaje grzechy Estebanowi i garnie do jego towarzystwa. Słudzy Barona Yabu zachowują się dziwnie i spędzają czas na kompulsywnym powtarzaniu czynności, podczas gdy on sam zamknął się w swoim pokoju. Wakita wędruje po statku w jedynie sobie znanym celu…

Najgorszy los spotkał Johna Glenna i Paolę de Soto. Stracili kontakt z rzeczywistością i po trudnej decyzji nowego kapitana Mahoneya – zostali przetransportowani do szpitala na B2.

Czy Vau będą mieli wpływ na dalsze losy bohaterów? Z pewnością ich prezenty tak.
Czy Mahoney udźwignie rolę kapitana, kiedy morale praktycznie nie istnieje? Możliwe, że potrzebny będzie ktoś z większą charyzmą.

Czy Hazaci osiągną Pełnię? Jakie podejście okaże się najlepsze – entuzjazm Estebana, negacja Angela, czy zdystansowana ciekawość Alejandry? Czas pokaże.

View
Podróży ciąg dalszy - czyli jak samemu wpakować się w kłopoty
Podróży ciąg dalszy - czyli jak samemu wpakować się w kłopoty

Minuty przechodzą w godziny, godziny w dni, i życie na Kole Fortuny nabiera swego leniwego, rutynowego, szarego charakteru. Nawet gonieni czasem i prześladowani przez wrogów, nawet spieszący się w nieznane, by rozwikłać liczne nękające ich problemy, bohaterowie zdani są na izolację i samotność, pośród pustki nieogarniętego kosmosu, w małej łupinie statku. A statek leci stałym kursem ku Wrotom, z niezmienną, maksymalną dla niego szybkością. Czas płynie.

Każdy jak może zajmuje sobie czas w ograniczonej przestrzeni statku. Załoga pracuje, a po zmianie odpoczywa przy muzyce, kartach i alkoholu w kantynie, a bohaterowie starają się jak najbardziej produktywnie wykorzystać czas.

Alejandra namawia pilota Gorana Zivotica, by ten wziął ją ze sobą na lot nowo zdobytym torpedowcem Angela, gra w karty, pije wino i regularnie pobiera lekcje samoobrony u Brutusa Domingeza – komandosa służącego na Kole Fortuny. Przystojny, krzepki gildiański żołnierz z nadzwyczajną ochotą i gorliwością ćwiczy z młodą szlachcianką po zakończeniu swej wachty.

Esteban większość czasu spędza w swej kabinie, nikt nie bardzo interesuje się co robi kleryk. Pochłonięty swoją pracą i medytacją, realizuje sobie tylko i Bogu znany plan. I modli się. Pomny na wizje, które dręczą go od wielu miesięcy, modli się: za swych przyjaciół i rodzinę, w szczególności za brata, który cierpi z powodu ingerencji obcej technologi, implantowanej do jego głowy przez tajemniczą ukarską psioniczkę, która dzięki temu zaawansowanemu technologicznie urządzeniu, potrafi kontrolować poczynania i myśli Angela.

Angel dużo czasu spędza z baronem Yabu. Socjalizuje się w kantynie z załogą i chętnie gra z Alejandrą w karty. A gdy czcigodny baron z rodu Li Halanów znajduje wreszcie, dzięki Boskiej Opaczności (za pewne wymodlonej przez Estebana:P) remedium na cierpienia Angela, i sposób na pozbycie się z jego ciała wrażego ustrojstwa, młody Hazat bez trwogi i z pełną ufnością poddaje się bolesnemu i niebezpiecznemu zabiegowi.

Po kilku godzinach bólu i cierpienia, Bóg lituje się nad chłopakiem i sprawnie prowadzi barona Yabu do końca “operacji”. Jej zakończenie kwituje straszliwy krzyk Angela, słyszany, zdaje się, wyłącznie przez Estebana, który od samego początku “operacji” wyczuwał niepokój i cierpienie swego brata, a wieńczący zabieg krzyk Angela, odczuwa jako uczucie ulgi swego bliźniaka, kończące jego perypetie z kontrola umysłu przy pomocy obcych urządzeń.

Ma to miejsce w czasie gdy zatroskana o los Angela Alejandra rozmawia z Estebanem o problemach jego brata. Kleryk informuje ją z absolutna pewnością w głosie i niezachwianą wiarą, że Angelowi pomoc zostanie, jest, a nawet już została udzielona – Chwalmy Pana!!!

Nie rozumiejąc o co chodzi Estebanowi, krewka panienka udaje się biegiem do komnat Angela, który wita ją w dzrzwiach pijany, oszołomiony, zakrwawiony, ale w niezłym humorze. Nonszalancko zaprasza do swej kabiny i prezentuje zamknięty w słoju obcy obiekt, przypominający małego robaka, wija, krocionoga, cybernetyczny wytwór ludzkiego umysłu i ręki, a nie Twór Boskiej Kreacji. Oto Consuela! Przedstawia pieszczotliwie (w sobie charakterystyczny sposób zapominając w sekundę po fakcie o bólu czy problemach) nazywając ludzkim imieniem mechaniczne paskudztwo Angel.

Wiele pytań Alejadry nie uzyskuje odpowiedzi, przez tajemniczość Angela, stopień jego upojenia alkoholem (na odwagę, dla kurażu, jako środek znieczulający czy przeciwbólowy, a może na polepszenie humoru), czy wreszcie wycieńczenie Angela po operacji.

Kolejne godziny opływają spokojnie. Esteban zostaje poproszony przez swego brata, za radą barona Yabu, by wyleczyć obrażenia i trwałe uszkodzenia w ciele Angela, powstałe po zabiegu usunięcia mechanicznego robaka. Rytuał teurgiczny kończy się powodzeniem, i po raz kolejny młody Hazat doznaje Boskiej łaski Ozdrowienia. Angel jest jednocześnie zdziwiony faktem (zasłyszanym od Alejandry), iż Esteban wiedział, że zostanie mu udzielona pomoc, dopytuje się w szczególności o wiedzę Estebana na temat fizycznego charakteru tej pomocy i jej źródła, ale zadowala się “religijnymi wyjaśnieniami” brata.

Bracia już na koniec spotkania znowu wchodzą na wojenna ścieżkę. Po raz kolejny wyciągnięta zostaje sprawa rozbieżności zamiarów braci w stosunku do tajemniczej ukarskiej psioniczki (Angel chce zemsty i bolesnej długiej i powolnej śmierci dla kobiety, podczas gdy Esteban chce ja ocalić, nawrócić i przywrócić społeczeństwu). Po raz kolejny pojawia się gniew i brak zrozumienia Angela na myśl o tej symbolicznej, jednej kuli w magazynku pistoletu Estebana, przeznaczonej nie dla wroga, ale dla niego samego, gdy szli na spotkanie nieznanego w siedzibie sabatu psioników.

Znowu zarzuty ze strony krewkiego komandosa, znowu próby przekonania brata do swych ideałów przez spokojnego kleryka. Dwaj bracia, bliźniacy, dwie, niemal identyczne twarze na przeciwko siebie – tacy podobni, a tacy odmienni.

Angel deklaruje gotowość do użycia WSZYSTKICH ŚRODKÓW by osiągnąć swój cel, w swej wypowiedzi zawierając groźbę, że jest w stanie powstrzymać Estebana gdyby ten stanął mu na drodze. Esteban deklaruje natomiast gotowość do ABSOLUTNEGO POŚWIĘCENIA by uratować życie tej kobiecie i nawrócić ją na ścieżkę dobra, nawet gdyby miało go to kosztować jego własne życie.

Kolejne zarzuty . Kto jest bardziej Hazatem i kto postępuje bardziej właściwie? Angel honorowo dąży do należnej mu, zasłużonej wrogowi zemsty, nieugięcie zmierzając do celu, nie zawaha się nawet POWSTRZYMAĆ ESTEBANA. Esteban odrzuca zemstę i odmawia pomocy Angelowi w zgładzeniu kobiet, i GOTÓW JEST STANĄĆ NA DRODZE KULI CZY OSTRZA SWEGO BRATA, by ją uratować i dać szansę naprawy złych uczynków. Obaj uparci jak Hazaci. Obaj gotowi do strasznych, ostatecznych posunięć i nieustępliwi do samego końca. Rozstają się w gniewie. Znowu.

Wyleczony Angel ze zdwojona siła oddaje się obowiązkom armatora statku gwiezdnego doglądając raportów. Jego uwagę przyciąga szereg nadużyć, błędów i niedociągnięć, jakie miały miejsce podczas jego niedyspozycji zdrowotnej. Dostaje się Kapitanowi Glennowi i pilotowi Zivoticiowi za nieodpowiedzialne zdaniem Angela zachowanie, które mogło doprowadzić do narażenia na niebezpieczeństwo baronessy Sanchez. Koniec lotów torpedowcem, lądownikiem czy czymkolwiek z “garażu Angela” panienko!!!

Krnąbrny zdaniem Angela sierżant Domingez nie widzi w swym działaniu (sparingi z Alejandrą) niczego złego i nie chce przyznać racji zarzutom swego pracodawcy, a tym bardziej nie akceptuje narzuconej na niego kary utraty żołdu. Zostaje w konsekwencji zwolniony ze skutkiem po dotarciu na B2.

Niemożliwym do uniknięcia następstwem takich czynów, musi być oburzenie Alejandry – z czym Angel powinien się liczyć (“dość dobrze poznawszy ta zadziorna młoda damę”). Wybuch emocji, jest jak na Sanchezównę umiarkowany i poza prywatną “reprymendą” dla Angela, dziewczyna podejmuje kroki by postawić na swoim. Chce zatrudnić za pośrednictwem swego ojca, przy pomocy Carlosa Vilorii zwolnionego wcześniej żołnierza Gildii.

Mijają kolejne długie godziny.

Gdy statek jest jeszcze daleko od wrót, na średnio uczęszczanym szlaku, patrolujący przestrzeń Goran Zivotić, testując torpedowiec namierza skanerami jakiś dziwny obiekt. Za rozkazem Angela udaje się w jego pobliże by dokonać identyfikacji.

Jednocześnie oba statki otrzymują odczyty o innym obiekcie poruszającym się kursem odejścia, z dużą prędkością, w stronę granicznego dla układu Leminkainen gazowego giganta.

Rozmiar i szybkość oddalającego się obiektu wskazują na wysokozaawansowany statek o charakterze militarnym, jednak odległość jest zbyt duża by pasywne skanery Koła Fortuny mogły go zidentyfikować, a Angel nie pozwala by Zivotić śledził go i zbadał przy pomocy aktywnego skanu torpedowcem, gdyż tym samym ujawniłby swoją obecność.

Wszyscy bohaterowie zbierają się na mostku zaciekawieni nowinkami jakie krążą po statku. Pojawia się nawet baron Yabu. Ostatecznie Angel rozkazuje skupić się na obiekcie, który pierwotnie wzbudził zainteresowanie Gorana Zivotica i zaalarmował sensory jego statku.

Jakież jest zdziwienie i przerażenie wszystkich, gdy okazuje się, ze to coś organicznego!!! Natychmiast wszystkim przypominają się (bezpodstawne dzięki Bogu) obawy o skażenie symbiontem zdobycznego torpedowca i załogi, która go przejęła. Goran szybko jednak dementuje wszelkie przypuszczenia przesyłając zdjęcia dryfującego w przestrzeni kosmicznej obiektu…

Zwłok…

Vau!!!

Koło Fortuny jest jeszcze daleko od Wrót na B2. Samotne, na słabo uczęszczanym szlaku. Skok poprzedniej uformowanej grupy statków odbył się zapewne niedawno i Wrota są w fazie regeneracji energetycznej. A jedynym statkiem w zasięgu dryfującego ciała Vau jest oddalający się niezidentyfikowany obiekt zmierzający w cień gazowego giganta. Bardzo tajemnicze i budzące niemiłe skojarzenia okoliczności.

Angel bije się z myślami, zasięga opinii wszystkich znaczących członków załogi (kapitan Glenn) a także swych współtowarzyszy. Wreszcie Esteban (jako jedyny chyba optujący bezapelacyjnie i bez obiekcji za podjęciem ciała na pokład) odwołuje się do pojęcia honoru, który jest nie po to, żeby go chować i wyjmować gdy to się podoba, lub by unikać niemiłych konsekwencji, lecz po to, by będąc świadomym możliwych niemiłych konsekwencji swych czynów, postępować na przekór obawom – właściwie. Nikt nie chciałby by jego ciało oddano na pastwę pustki kosmosu. Angel wydaje rozkaz podjęcia ciała Vau na pokład torpedowca. Maja zostać oddane ambasadzie Vau na Bizantium Secundus.

Wszyscy oglądają zdjęcia zwłok, w czasie gdy Goran zmierza z nimi do Koła Fortuny. Pobieżne oględziny wskazują na brak jakichkolwiek ran i śmierć raczej od zimna i próżni niż czegokolwiek innego. kolejna fala niepokojących przemyśleń przewala się przez głowy bohaterów. Co robił tu ten tajemniczy statek, i co mógł na nim robić Vau? Wreszcie jak to się stało, że statek uciekł na rubieże systemu, a zwłoki obcego pozostawiono na pastwę Krakenów z Pustki?

Gdy torpedowiec pilotowany przez Zivotica cumuje do Koła Fortuny, całym statkiem wstrząsa “dreszcz”… Wszystkie czujniki szaleją, światła przygasają, włączają się alarmy zbliżeniowe jak przed zderzeniem, a w bezpośredniej bliskości maleńkiej łupiny z bohaterami na pokładzie, “znikąd” pojawia się w rozbłysku oślepiającego światła, monstrualnych rozmiarów, gigantyczny statek.

Rozmiar, budowa i wreszcie sposób pojawienia się – statek wyszedł wszak z nad-przestrzeni bez pomocy Wrót – wskazuje tylko na jedno – PRZYBYLI VAU!!!

View
Nathaniel Road 5 Part 3
Nathaniel Road 5 Part 3

Czas zatrzymał się na kilka chwil, gdy bohaterowie w myślach rozważali “propozycję” szeryfa.

Potwornie opuchnięte, zbroczone posoką wrogów, krwawiące oblicze Angela, którego obryzgała wraża krew demona, wypalając potworne rany na czole i policzkach, poturbowane później przez krewkich szlachciców hawkwoodzkich, ściągnięte było w grymasie utajonej groźby i agresywnego skupienia, niczym maska dzikiego zwierzęcia – herbowego lwa Avilów – czekającego na dogodną do ataku chwilę.

Nie umknęło to ludziom szeryfa, którzy doskonale ocenili potencjalne zagrożenie ze strony szlachcica Hazatów, mocniej ściskając broń w spoconych i drżących rękach. Nikt nie chciał wypróbować legendarnych umiejętności żołnierza szkolonego od dziecka by walczyć i zabijać, nie czuć strachu przed wrogiem czy śmiercią, nieustępliwego i bezwzględnego, który ponad obowiązek służby przedkłada tylko honor.

Nerwowe spojżenia szlachciców hawkwoodzkich, którzy przed chwilą z trudem w grupie opanowali gniew Angela, spotykał się z rozbieganym wzrokiem szeregowych ludzi szeryfa, czekających w niespokojnym zawieszeniu z palcami na spustach strzelb i dłońmi na rękojeściach mieczy, na rozkaz swego dowódcy i pana. Wszyscy wiedzieli, że ta sytuacja jest bardzo delikatna i w każdej chwili może przerodzić się w krwawą jatkę, na która przygotowani byli tylko Hazaci, co groźnie manifestowały ubroczone krwią stroje, dłonie i twarze.

Carlos i Alejandra czekali na sygnał od Angela, który już od dawna był niemianowanym, naturalnym dowódcą tej małej grupy, w której podróżowali.

Gabriel w rzeczowy, skrupulatny i idealnie wykorzystujący dany przez szeryfa czas na wyjaśnienia, przedłożył mu szeptem sprawę z punktu widzenia drużyny. Informacje na temat scen, zajść i wydarzeń z piwnicy i parteru budynku, których widzami, świadkami i uczestnikami byli bohaterowie ściągnęły w grymasie niepokoju twarz szeryfa. Skinięciem głowy wysłał swych ludzi w celu potwierdzenia wersji wydarzeń przedstawionych w telegraficznym skrócie przez Gabriela. Z tłumu wyciągnięty został zalękniony zarządca budynku. Ktoś spisywał nazwiska zebranych biesiadników, spośród których ktoś raz po raz rzucał żądania satysfakcji w stronę Angela.

Napięcie po woli osiąga zenit. Zdenerwowanie podsyca głupawo uśmiechnięty Esteban z przytuloną do swego ramienia Alicją, która w wyrazie absolutnego spokoju wpatruje się jak zahipnotyzowana w ukochanego. Jasnoniebieskie niesamowite oczy teurga budzą lęk u ludzi szeryfa.

Powrót, bladego, spoconego i noszącego ślady resztek torsji na mundurze, człowieka ze świty szeryfa, który gorączkowo zdaje dyszącym szeptem raport z wizji lokalnej pomieszczeń piwnicznych i parteru wskazanych przez Gabriela, jest kulminacją emocji grających od dłuższego czasu w tym dusznym pomieszczeniu.

Zeznanie okazuje się prawdą i szeryf po chwili namysłu prosi bohaterów o krótka chwilę rozmowy na osobności.

Okazuje się być rzeczowym, oddanym służbie i honorowym człowiekiem, postawionym w niekomfortowej sytuacji. Na daną chwilę przyjmuje fakty przedstawione przez bohaterów za autentyczny przebieg wydarzeń, do czasu aż jego śledztwo przyniesie jakieś inne wyjaśnienia. Wstrząśnięty obrazami z dolnych poziomów budynku informuje bohaterów o zainteresowaniu się tą sprawą stołecznej świątyni Avesti. Prosi o udanie się ze sobą, jednocześnie zwracając uwagę, że to nie zatrzymanie, ale szlachecka pomoc, życzliwa i szczera, w odróżnieniu od tej jakiej mogą doświadczyć z rąk mnichów Świętego Wiecznego Ognia.

Wszyscy przystają na prośbę szeryfa by udać się z nim, wyjątkiem jest Esteban, który stawia opór z sobie tylko znanych powodów i w efekcie kończy skuty i siła sprowadzony na dół budynku i na parking przy pobliskiej ulicy.

Szeryf za namową bohaterów uznaje za rozsądne wstępne przepytanie zarządcy budynku, na wypadek, gdyby miał okazać się członkiem sabatu, a posiadana przez niego wiedza miała zostać starta na popiół przez ognistych mnichów, którzy mogliby upomnieć się o niego jako o heretyka.

Uprzedzony przez Angela, o potencjalnych zdolnościach psionicznych zatrzymanego człowieka, lub pozostawaniem go pod wpływem tajemniczej ukarki, zarządca zostaje “zakuty” w zaawansowany technologicznie elektroniczny hełm, mający blokować zdolności psychiczne.

Okazuje się , że wpływ “Nemezis Angela” na swe sługi jest tak potężny, że człek dostaje spazmów i zaczyna umierać, gdy tylko w jego umyśle pojawia się myśl o zdradzeniu postronnym tajemnic sabatu. Angel, a później także uwięziony z okowów Esteban, starają się pomóc wijącemu się w agonalnych bólach zarządcy. Esteban odprawia rytuał oczyszczenia umysłu człowieka z mrocznych wpływów, a Angel próbuje wniknąć do jego umysłu, i chwycić z gasnącej świadomości nić, wątek, strzęp informacji o lokalizacji tajemniczej ukarskiej psioniczki.

Wszystko to na oczach zebranych hawkwoodzkich śledczych. Stygmat Estebana odciąga uwagę od stygmatu Angela i tylko nieliczni dostrzegają jakieś zmiany w oczach Hazata – psionika. Na szczęście o emocjach i myślach braci nie wie nikt, a rozumie, rozgrywające się w krótkiej chwili, dramatyczne zdarzenia, raptem grupka ich przyjaciół.

Nad budynkami Hakkonen – stolicy planety Leminkainen wstaje świt. Bohaterowie udają się w komplecie do kwatery Scotland Yardu i siedziby hrabiego – szeryfa. “Cele” okazują się wcale wygodnymi pokojami gościnnymi, a po kilkugodzinnej sesji przesłuchań na osobności z każdym członkiem drużyny, bohaterowie mają czas by odpocząć.

Szeryf po przeanalizowaniu wydarzeń, i ewidentnie po ingerencji wspólnego znajomego bohaterów – barona Yabu – przedstawia propozycje ewakuacji z miasta, a potem także z planety, w celu uniknięcia zainteresowania przeora klasztoru Wiecznego Płomienia Avesti – wielebnego Hakkona, który aktywnie dąży do spotkania z “samowolnie niszczącymi psioniczne sabaty antynomistów na turystycznie odwiedzanych planetach bohaterami, o niepoślednich nazwiskach (córka generała Sancheza), potężnych teurgach pozostających od lat zaledwie w kościelnej randze kanonika (Esteban ujawnił się z imienia i nazwiska gdy zalecił avestianom zabezpieczenie miejsca pierwszego spotkania z sabatem podczas misji ratunkowej dla porwanego Angela), podejrzanych o posiadanie mocy psionicznych (wiadomo, że nie chodzi o Carlosa Vilorię), realizujących nieoficjalne misje o napiętnowaniu osobistym, poza strefami swej jurysdykcji (Gabriel)”.

Bohaterowie podejmują decyzje o przystaniu na propozycje szeryfa i skorzystanie z wysuniętej, po raz kolejny we właściwym czasie, pomocy barona Yabu. Ich rzeczy zostają przetransportowane z hotelu, a oni udają się wynajętym przez barona Yabu samochodem, w nieznane im miejsce spotkania ze swym przyjacielem i dobroczyńcą.

Po drodze która mija w minorowych nastrojach, Gabriel informuje bohaterów o kontynuowaniu swej misji samodzielnie. Angel domaga się natychmiastowego wyjaśnienia palących go od jakiegoś czasu kwestii honorowych. Baron Vera Cruz przystaje na wyzwanie.

W mlecznym, słabym świetle samochodowych reflektorów odbywa się, na poboczu drogi, wijącej się wśród osnutych wieczornym oparem mgły wrzosowiskach, pojedynek dwóch Hazatów. Esteban dostępuje zaszczytu sekundowania swemu bratu, Carlos Viloria zostaje poproszony przez Gabriela o asystowanie jego osobie. Wszystko odbywa się szybko i zgodnie z kodeksem. Sekundanci informują uczestników pojedynku o obstawaniu obu stron przy swych racjach i gotowości ich obrony w sposób orężny. Kwestia sporna – obraza słowna jakiej doznała w piwnicy budynku sabatu baronessa Alejandra z ust Barona Gabriela, będzie dochodzona zbrojnym ramieniem stającego w jej imieniu w szranki baroneta Angela.

Szczęk broni na wrzosowiskach roznosi się brzękliwym echem. Parada, finta, zwód, zbicie, wypad… Taniec dwóch wyśmienitych szermierzy godny jest opisania w poemacie, a miękka, zimna, wilgotna i lepka otulina mgły wirującej wokół bufiastych rękawów koszul walczących i blade światło reflektorów nadają onirycznego, sennego wydźwięku całej scenie.

Pierwsza krew…sekundanci rzucają się w stronę swych szermierzy gotowi powstrzymać ich, gdyby w ferworze walki zapomnieli się i postąpili krok za daleko, łamiąc zasady kodeksu. Gabriel jest ranny, Angel triumfuje z godnością i spokojem. Dystyngowany skłon. Podziękowanie. Gabriel przeprasza Alejandrę ze skruchą i w pokorze. Ta przyjmuje przeprosiny. Gabriel odchodzi w stronę miasta.

Droga kończy się dla bohaterów w opuszczonym kompleksie prywatnego lądowiska. Na miejscu czeka już baron Yabu wraz ze swoimi siostrzenicami/bratanicami i świtą. Angel odbywa rozmowę z baronem Yabu, Alicja konwersuje z młodymi Li Halankami, Alejandra rozmawia z Estebanem o Alicji i niezrealizowanych planach odwiedzin na dworze jej ojca i oficjalnej prezentacji w celu ubiegania sie o rękę hawkwoodzkiej szlachcianki, jak to Hazaci mają w zwyczaju. Teurga z zainteresowaniem obserwuje jedna z kobiet ze świty barona Yabu – atrakcyjna gildiańska pilotka w służbie Li Halanów, co nie uchodzi uwagi rudowłosej hawkwoodzkiej szlachcianki. Zapytany przez Estebana baron Yabu wyjawia, że dalsza droga będzie prowadzić na Ikonę.

Na Kole Fortuny zmiana kwaterunku i przydziałów, relokacja załogi, aprowizacja ładowni po uwzględnieniu zmian ilości pasażerów. Bracia Avila odbywają poważna rozmowę o przyszłości Estebana i Alicji. Angel prezentuje ładownię pełną darów dla rodziny Alicji, mających być jednocześnie oficjalnym podarunkiem kawalera ubiegającego się o rękę panny dla jej rodziny (jak to Hazaci mają w zwyczaju idąc w konkury do damy), oraz formą prezentacji bogactw hazackich domen Hawkwoodom – gigantyczna beczka najlepszego gatunkowo wina jest darem z Aragon, nieprzebrane kilometry najwspanialszych tkanin to dar z Sutek, a wspaniała kolekcja pancerzy, oręża i broni palnej w swym kunsztownym wykonaniu nie odbierających jednak użytkowego charakteru temu prezentowi z Vera Cruz to coś co stanowi esencję hazackiego umiłowania walki – także o kobietę.

Bracia padają sobie w ramiona, ostatecznie pogodzeni – kolejny raz po starciach, które regularnie ubarwiają ich stosunki, i w doskonałych humorach (do następnej sprzeczki) postanawiają iść krok naprzód, poza wysłaniem tych darów na dwór ojca Alicji wraz z listem od Estebana. Oficjalnie ogłaszają żarliwości uczuć, szczerość intencji i gotowość do walki o wdzięki rudowłosej piękności przez hazackiego teurga, na łamach szlacheckiej kroniki towarzyskiej każdej gazety na Leminkainen.

Gdy sytuacja uspokaja się i wszyscy mniej więcej wiedzą gdzie i jak zostaną zakwaterowani, a wszystkie armatorskie obowiązki Angela zostają dopełnione, wytrzymały Hazat, który do tej pory nosił ślady walki z demonem, jako, że obrażenia nie zagoiły się ani pod wpływem Eliksiru, ani po odprawieniu przez Estebana rytuału teurgicznego, w końcu poddaje sie woli swego starszego brata i oddaje swój los, zdrowie i życie w ręce Boga. Esteban odwołuje się w swej modlitwie o zdrowie brata, do zapisanego na zdobytym ostatnio starym manuskrypcie, rytuału błagalnego do Amaltei Uzdrowicielki. Choć styl zapisu jest archaiczny, a charakter inkantacji odbiega od obrządku Ortodoksji Urth, Bóg spogląda na Angela łaskawie i ten zostaje uzdrowiony. Potworne, powstałe po ochlapaniu twarzy Angela krwią demona rany, zasklepiają się i ten zapada w kojący, leczniczy sen. A Esteban doznaje nowego objawienia. Podczas rytuału jego stygmat zmienia się w niesamowity i niepokojący sposób. Zamiast znanego mu ciepłego bladoniebieskiego, prawie białego, oślepiającego blasku, z oczu teurga płynie krew…

Oj będzie się działo. Zwłaszcza jak Alicja się dowie.

Przygoda trwa nadal.

View
Nathaniel Road 5 Part 2
Nathaniel Road 5 Part 2

Echo wybuchających w zamkniętym pomieszczeniu granatów nadal odbija się od ścian dusznej, ciemnej piwnicy. Kurz osiada na zmasakrowanych ciałach poległych członków sabatu. Ściany drżą. Rozedrgane, słabe światło prowizorycznych lamp, rzuca chybotliwe blaski na zdewastowane pomieszczenie i zniszczone sprzęty. Zmieszana z mgłą opadającego, ceglanego pyłu, krew zabitych i rannych, spływa po pochyłej podłodze piwnicy do kratek ściekowych. Powoli, wraz z oddalającym się gromem eksplozji granatów zapada cisza.

Targani niepokojem i niepewnością o następstwa swych straszliwych, dramatycznych i epickich czynów bohaterowie oczekują na reakcję wroga, niechybnie poinformowanego o ich obecności po serii eksplozji. Gdy taka reakcja, po kilku uderzeniach serca nie następuje, bohaterowie rzucają się w wir poszukiwań w ostatnim z pomieszczeń na tym poziomie.

Gabinet, mimo prób stworzenia w nim namiastki przytulności, nosi nieukrywane znamię obrzydliwych praktyk antynomistów – odarty z ludzkiej czaszki strzęp skóry twarzy, rozciągnięty i przybity gwoździami do wiszącej na ścianie tablicy korkowej. Śledzeni “niewidzącym spojżeniem” pustych oczodołów tej groteskowej maski bohaterowie przeszukują pomieszczenie.

Gabriel zbiera ślady, Angel ogląda biurko, Alejandra przeszukuje książki… Nikt nie zwraca uwagi na Carlosa, który być może ranny po walce z nieznajomym Ukarem pozostał w pomieszczeniu gdzie rozegrała się walka.

Nikt nie pamięta też o Estebanie (jak zawsze gdy nie potrzeba kogoś uleczyć, a na podorędziu nie ma akurat kanistra z Eliksirem – przypis autora), który kilka chwil wcześniej własną piersią (PIERSIĄ POWIADAM!!! – przypis autora) zasłonił brata przed ciosem demona, wzywając na pomoc miłosierdzie Wszechstwórcy, a który teraz, niczym pogrążony we śnie, zapominając o horrorze, który przed chwilą się rozegrał, rzucił się by ratować torturowanego człowieka. W głowie sługi bożego wkrada się lękliwa myśl o los ukochanej, pozostawionej samotnie na zewnątrz, pięknej Alicji. Jednak powinność bierze górę i opatruje on rannego nieznajomego.

Tymczasem bohaterowie przeszukujący gabinet kultysty, odnajdują wiele ksiąg z zakresu medycyny – biblioteczkę, jaką nie pogardziłby żaden mistrz aptekarzy. Ezoteryczną wiedzę o tej unikalnej dziedzinie nauki opisana na setki sposobów, w tym unikalne podejścia naukowe Kurgan i Vuldroków. Angel w jednej z szuflad znajduje niezwykle stary manuskrypt, zwój zapisany po łacinie, który swymi nieobytymi z wiedzą rękoma i w charakterystyczny dla niego, niedbały, pozbawiony troski o wartości duchowe sposób, plugawie maltretuje upychając w kieszeni (choć wszyscy wiedzą, że wziął go tylko dlatego, że nie potrafił go przeczytać, i tym samym na miejscu określić jego wartości i przydatności – przypis autora).

Tymczasem, czy to animowana wolą tajemniczej, nieznajomej ukarskiej psioniczki, czy natchniona przez mroczne emanacje spośród gwiazd, czy też powołana do życia rozlewem krwi, siłą negatywnych emocji jakie skumulowały się w tym budynku, skalą okropieństw i ilością bólu, strachu i cierpienia ludzi którzy stracili tu życie, a może rozegraną w tych pomieszczeniach przed chwilą drastyczną sceną z udziałem demona; ludzka maska, rozpięta na ścianie gabinetu zaczyna ożywać, nadymając się i nabierając groteskowych, pseudo ludzkich kształtów w rozbłyskach niesamowitego fioletowego blasku i dymu.(To jest ta chwila w której Esteban znów jest potrzebny – przypis autora).

Gabriel, Alejandra i Angel wzywają Estebana, ten po wejściu do pomieszczenia wszystkich wyprasza zdecydowanie, wyrzuca wręcz na zewnątrz, szepcząc jednocześnie do ucha bratu, by ten sprawdził co z jego ukochana Alicją.

Kleryk, nie zważając na bełkot dobiegający z ust monstrum zrodzonego mroczna magią demonów, przystępuje do rytuału egzorcyzmu. Gdy obrzęd dobiega końca, martwa twarz Hrabiego Godfreya Hawkwooda (imię może się różnić od tego zapisanego na karcie postaci, bo nie pamiętam dokładnie – przypis autora), jak w nieskładnym monologu do modlącego się Estebana przedstawił się potwór, zmienia śpiewkę. Skruszony stwór, prosi o pomoc w ocaleniu jego duszy i uwolnieniu jej (duszy, nie twarzy… chociaż może właściwie twarzy też – przypis autora) od męki jakiej teraz doznaje. Jednocześnie ostrzega Estebana, że “ONA” się zbliża, ponieważ…

Angel zniecierpliwiony oczekiwaniem idzie sprawdzić co dzieje się z jego bratem, a z każdym krokiem coraz bardziej czuje, że popada w obłęd, sterowany mocą tajemniczej Ukarki, poddaje się jej wpływowi, wolno zbliża się przepełniony gniewem, do gabinetu gdzie modli się Esteban.

Alejandra, Carlos i Gabriel spotykają się z Alicją, której dzięki Bogu nic się nie stało, ale która opuściła w trosce o innych, swoje stanowisko operacyjne, po tym jak usłyszała strzały i wybuchy, nie mogąc się skontaktować z resztą grupy, za co została zrugana przez (służbistę – przypis autora) Angela.

Gdy drzwi do gabinetu się otwierają Esteban już wie, że Angel nie jest sobą, że to “ONA” go tu przysłała, i, że rękoma jego brata chce pozbawić go życia. (Dzielny i nad wyraz konsekwentny w swych czynach – przypis autora) Esteban, nie wychodzi (jak zawsze – przypis autora) z roli jaką przeznaczył mu Stwórca i stara się obudzić umysł Angela z letargu, uwolnić od mrocznych wpływów, rozmawia z nim, stara się dotrzeć do jego sumienia, modli się za niego. Angel pastwi się nad bratem i bije go, Sługa Boży nadstawia jednak drugi policzek, i wreszcie modlitwa do Wszechmogącego w intencji Angela uwalnia jego wolę z okowów wrażej ingerencji. Bez słowa – wyrzutu ze strony Estebana, czy przeprosin ze strony Angela opuszczają gabinet. Esteban zrywa strzęp skóry, który kiedyś był Godfreyem Hawkwoodem, i po drodze na klatkę schodową, wrzuca ją w palenisko wielkiego pieca w kotłowni, polecając duszę hrabiego Oczyszczającym Płomieniom Avesti.

Kolejne piętro budynku, i znów gorączkowe przeszukiwania niezliczonych pokoi, w których bierze udział głównie Gabriel i Angel, ten pierwszy w poszukiwaniu dowodów zbrodni, mimo osobistej tragedii, a może właśnie dzięki niej, nie wychodząc ani na chwilę z roli Śledczego, ten drugi w poszukiwaniu wrogów, “JEJ” w szczególności.

Alejandra zdziwiona spokojem Estebana wciąga milczącego i nieruchomego kleryka w dyskusję natury filozoficzno -religijno – egzystencjonalno – moralizatorskiej, zszokowana zarówno bezczynnością kleryka w obecnej sytuacji, jego absolutnemu zaufaniu w bożą opiekę przy zarzuceniu wojskowej – typowo hazackiej ostrożności, wreszcie rozzłoszczona informacją jaką dostarczył jej Gabriel, o tym, że Esteban idzie na spotkanie wroga – owej przerażającej ukarskiej psioniczki – z jednym pociskiem, i to nie przeznaczonym dla niej, tylko dla siebie, gdyby zawiódł i nie udało mu się jej nawrócić. Całej rozmowie, eksplozywnej, emocjonalnej i dociekliwej – ze strony Alejandry, i zdawkowej, rzeczowej, opanowanej i spokojnej – ze strony Estebana, przysłuchuje się w milczeniu, z opuszczonym karabinem, Alicja, przytulona do ramienia ukochanego mężczyzny, uspokojona jego słowami i ufna w jego poczynania i decyzje.

Ostatnie piętro. Pojedyncze drzwi na końcu korytarza. Światło sączące się przez szparę pod drzwiami. Stłumione głosy i niewyraźna melodia dochodząca z zamkniętego pomieszczenia.

BUM!!! BACH!!! Brawurowe wejście w stylu komandosów, poprowadzone bezbłędnie przez Angela, i po chwili on, Gabriel, Carlos i Alejandra znajdują się na strategicznych pozycjach, w asekuracyjny sposób pokrywając linią wzroku i strzału całe pomieszczenie i wszystkich, absolutnie zdziwionych ludzi wewnątrz. Iście po hazacku, szybko, profesjonalnie i zabójczo precyzyjnie.

Chwila konsternacji. Żadnych zwłok pod sufitem, żadnej krwi na ścianach, nikt nie ucieka, nie krzyczy, nie strzela, spora grupa elegancko ubranych szlachciców, konwersująca sobie przy filiżance herbaty z mlekiem (BLE – przypis autora) i kiepskiej muzyce z rozdygotanego patefonu… i na pewno, na pierwszy rzut oka, żadnej ukarskiej wiedzmy (chociaż ilość makijażu na twarzach co bardziej leciwych dam nadawała zbliżony odcień bladości – przypis autora).

Pat nie trwa długo, zaczynają się pytania – z obu stron. Kim jesteście? Co tu robicie? Kilka strzałów na postrach z rewolweru Gabriela szybko ustala sytuację w kategoriach intencji i zagrożeń. Atmosfera gęstnieje.

Angel przeciska się do przodu w poszukiwaniu ukarki, Gabriel stara się zapanować jednym rewolwerem nad tłumem krewkich szlachciców. Ten i ów rzuca z tłumu oskarżenia, i wyzwania, ludzie domagają się wyjaśnień, odpowiedzi…i oficjalnej prezentacji ze strony bohaterów, by móc się domagać satysfakcji.

Esteban i Alicja pozostają poza zasięgiem wzroku większości zgromadzonych nie opuszczając klatki schodowej. Gabriel dopytuje się o cel tego spotkania, ludzi uprawnionych do zarządu budynkiem i chce usłyszeć wyjaśnienia jak jest możliwe, żeby nikt ze zgromadzonych dwa pietra wyżej nie wiedział co się działo i co się znajduje na parterze.

Angel nie znajduje tego czego szukał. A Gabrielowi wydaje się ciekawa osoba tajemniczego zarządcy budynku, który podobno jest obecny na przyjęciu, ale akurat nie można go znaleźć. W rosnącym napięciu nie udaje się zapanować nad emocjami tłumu, wracający Angel zostaje zaatakowany przez zbulwersowanych mężczyzn. Alejandra rusza mu na pomoc, mrożąc wzrokiem podstarzałe hawkwoodzkie pudernice, które rzucają jej zazdrosne – z powodu jej urody, złowrogie – z powodu jej urody, zawistne – z powodu jej urody, lękliwe – z powodu jej oręża i wszechobecnych śladów krwi na jej odzieniu, spojżenia. Angel mocno poturbowawszy jednego z napastników ulega reszcie i niesiony niemalże, przez tłum wypychany jest spowrotem ku drzwiom wejściowych do sali bankietowej.

Sprawa jednak nie kończy się samosądem, ponieważ pojawia się trzecia strona w tej rozgrywce.

Zaalarmowani odgłosami wystrzałów i eksplozji sąsiedzi wezwali policję. Szeryf Hakkonen, hrabia Jakiśtam (nie pamiętam, ale mam napisane na karcie postaci – przypis autora) wkracza do gry . A ma ze sobą dużo ludzi i jeszcze więcej broni palnej. Wszyscy zgromadzeni zostają zatrzymani do wyjaśnienia.

View
Nathaniel Road 5

Bohaterowie wraz z Alicją Hawkwood i Carlosem Viloria przygotowują się do akcji. W naturalny sposób jedynymi osobami, które z racji doświadczenia mogą przygotować akcję jest Gabriel i Angel. Mimo pewnych nieporozumień wszyscy ruszają pod wskazany przez sabatytę adres.

Esteban namaszcza olejkiem wszystkich, błogosławiąc ich i prosząc Wszechstwórcę o wsparcie i oczyszczenie ich umysłów z obcych wpływów. Alejandra i Alicja szczególnie silnie odczuwają podniosłość tego momentu, ale również Gabriel wydaje się być poruszony modlitwą teurga.

Mgła jest niezwykle gęsta i uniemożliwia dokładniejszą obserwację budynku, szybko jednak okazuje się, że światła zapalone są tylko na najwyższym z trzech pięter.

Angel i Gabriel ruszają obejść budynek dookoła, reszta zostaje w samochodzie. Znajdują tylne wejście, które okazuje się być otwarte. W około budynku Gabriel znajduje liczne ślady kół i ciągniętych po ziemi ciężkich przedmiotów, prawdopodobnie w workach.

Tymczasem w głowach pozostałych w samochodzie odzywa się głos sugerujący, że ich przyjaciele tak naprawdę chcą ich zgładzić, lub co najmniej skrzywdzić. Pojawiają się pytania kto jest odpowiedzialny za to, że siedzą tu pośród wilgotnej nocy w niebezpiecznych okolicznościach…
Nikt nie wie, czy naturalna odporność umysłu, czy modlitwy Estebana sprawiają, że nikt nie poddaje się tym obcym podszeptom. Jedno jest pewne, ktokolwiek znajduje się w budynku, nie jest zaskoczony.

Po powrocie Angela i Gabriela wszyscy ruszają na tyły budynku. Alicja deklaruje, że może zostać na czatach, cała reszta wchodzi do środka.

W kilkanaście minut odnajdują zaciemnioną kotłownię ze schodami prowadzącymi na dół, salę w której znajdują się ruchome łóżka szpitalne, narzędzia chirurgiczne i narzędzia tortur.

Najstraszniejsza jest kolejna, gdzie w równych rzędach, zamiast wieprzowych półtuszek wiszą zwłoki w różnym stadium rozkładu. Część jest okaleczona, część wygląda jak przygotowana do operacji chirurgicznej. Angel sprawdza salę, a ciała nagle zaczynają bezwładnie obijać się o siebie w ruchu spowodowanym niewidzialną siłą. Pełen niepokoju wychodzi.

Szybko okazuje się, że nie ma innej drogi, niż przez tą byłą rzeźnię. Alejandra wraz z Carlosem zostają na czatach, bracia Avila i Gabriel ruszają dalej. Były śledczy odnajduje w ścianie skrytkę z kilkoma papierosami i zakrwawioną, kieszonkową wersją ewangelii Omega.

Alicja ostrzega przez skrzekotkę, że jakiś furgon podjechał pod posesję, ale zaraz wycofał się i odjechał w dół Nathaniel Road. Angel zaleca jej daleko idącą ostrożność. Carlos ponownie zostaje na czatach.

Dalej wszyscy odkrywają zwykłe zaplecze, a front parteru budynku stanowi duży sklep ogólnego przeznaczenia. Pozostaje sprawdzić piwnicę…

Bohaterowie zastają tam starszego mężczyznę z bielmem na oczach. Stoi tam w białym, lekarskim kitlu nad przypiętym do ciężkiego operacyjnego stołu mężczyzną. “Pacjent” wydaje się być w szoku, na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że ma wyłamany bark. Starzec trzyma w rękach skalpel.

Ktoś próbuje skontaktować się z Hazatami przez skrzekotkę, ale ta po chwili milknie.

Angel ustawia się z pistoletem w dogodnej pozycji, Gabriel każe rzucić starcowi nóż (co ten czyni), a Alejandra i Esteban po prostu zbliżają się do stołu. Tuż po przekroczeniu progu młodą hazacką szlachciankę bombardują emocje i myśli “nie róbcie nam nic, jesteście w błędzie, tu nic się nie dzieje, jesteśmy niewinni…”.

Gabriel rzuca okiem od swojej strony na okaleczonego mężczyznę, którego cała lewa część twarzy została zdarta i rozpostarta na stole gwoździami. Kopniakiem obala starca i próbuje brutalnie wydobyć od niego zeznania. Alejandra pod wpływem wyindukowanych emocji krzyczy, żeby tego nie robił. Gabriel w lekceważący i nieetykietalny sposób każe jej się zamknąć, co nie uchodzi uwagi Angela. Znając hazacką krew nie obędzie się bez pojedynku o satysfakcję…

Tymczasem okazuje się, że mężczyzna nie ma języka, więc śledczy podsuwa mu kartkę. Starzec pisze, że jest tu jeszcze 6 osób i znajdują się na 3 piętrze.

Hałas na schodach pojawił się nagle i do piwnicy wpadł Carlos obijający się z jakimś sprawnym ukarem. Prawdopodobnie tylko pełna plastikowa zbroja (prezent od Estebana), choć niewygodna, uchroniła Carlosa od odniesienia poważnych obrażeń. Angel zabija ukara, ale z jego ręki wypada granat. Hazaci rzucają sie na ziemię, Esteban wywraca stół z okaleczonym człowiekiem – teraz wszyscy już widzą dzieło “dziadka”. Gabriel próbuje jeszcze ogłuszyć starca.

Wybuch przynosi ogłuszający pisk w uszach i całkowite oślepienie dla większości z ludzi. Angel uchronił się całkowicie od efektów flashbang-a i jako pierwszy zauważa co się dzieje. Za ciężkimi drzwiami słychać hałasy, najprawdopodobniej ktoś się zbliża. Były komandos przytomnie blokuje drzwi przewróconym stołem.

Starzec na czworakach rzuca się w stronę otumanionej Alejandry, Gabriel w tym samym momencie chce go przytrzymać i zęby “chirurga” wbijają mu się w ramię, zamiast w gardło dziewczyny. Nikt oprócz śledczego i Angela nie zauważa tego faktu. Gabriel odnosi straszną ranę, okazuje się, że starzec ma ostre i dziwnie powykrzywiane zęby, którymi dosłownie wydarł hazatowi kawał ciała. W odwecie śledczy zabija go strzałem z pistoletu laserowego.

Ktoś chce staranować drzwi, Angel wrzuca za nie granat odłamkowy. Reszta próbuje bezskutecznie pomóc obficie krwawiącemu Gabrielowi. Granat wybucha i nastaje chwila ciszy.

Ku zaskoczeniu wszystkich coś próbuje wydostać się do ich pomieszczenia. Mając tylko chwilę hazaci ustawiają się mniej lub bardziej taktycznie, nie licząc Estebana, który bohatersko odcina udręczonego mężczyznę od łoża tortur.

Do pokoju wdziera się człowiek powoli transformujący się w demona, jedynie słynny duch wojskowy hazatów powoduje, że nie pojawia się panika. Strach jest jednak wszechobecny.

Mimo kilku udanych strzałów demon nie pada, obnaża pałasz i spowija pomieszczenie przeraźliwie różową mgłą. Opar delikatnie pali skórę i miesza zmysły, ale ponownie wszyscy zachowują się bardzo przytomnie.

Widząc, że broń palna nie sprawdza się, Angel rusza na potwora z rapierem. Demon atakuje, a Angel paruje. Przeraźliwy szczęk broni kończy się złamaniem ostrza hazata, ale również odrzuceniem bestii do tyłu.

Esteban uwolniwszy rannego rzuca się bohatersko do przodu zasłaniając brata piersią. Inkantuje modlitwę do Wszechstwórcy odpędzając wszelkie zło i antynomię. Demon cofa się z obrzydzeniem i mocarnym ruchem próbuje przebić Estebana. Brakuje mu dosłownie pół centymetra, a ostrze wystawione na światło teurga pęka i rozpada się. Angel korzysta z chwili dekoncentracji i przepala z bliska czaszkę potwora plazmówką.

Po opatrzeniu ran i ochłonięciu chwilę z emocji bohaterowie znajdują jeszcze jeden mały pokoik – pracownię. Znajduje się tam biurko z kilkoma przedmiotami, regały z książkami i potworna tablica z rozciągniętą ludzką twarzą i okultystycznymi symbolami.

Gabriel zbiera ślady, Angel ogląda biurko, Alejandra przeszukuje książki…

Noc nadal trwa.

View
Niespodziewany sojusz

Baron Yabu oświadcza, że uda się po swoje kuzynki sam i proponuje, aby bohaterowie rozgościli się w hotelu. Wynajmuje całe piętro w naprawdę ekskluzywnym miejscu. Daje im również w prezencie pierścienie naprowadzające działające na niewielkich odległościach.

Angel poddany został zbawiennej modlitwie Estebana i zaczął przypominać sobie wydarzenia z pola bitwy. Wycofał się z rozmów z innymi i ruszył do swojego pokoju.

Tymczasem Baron Gabriel Rodriguez Vera Cruz trafia na pierwszy ślad prowadzący do sabatu psionicznego porywającego ludzi.

W trakcie iście hazackiej awantury Alejandra między innymi dowiaduje się od Angela, że jest on psionikiem i ma pewien problem, który mogą rozwiązać tylko Aptekarze.
Esteban wyrusza z pewnymi obawami do Kościoła w którym umieścił dla niego przesyłkę biskup Pio. Na miejscu nie niepokojony przez nikogo odbiera odręcznie napisany list i stary różaniec.

Po odebraniu miłej niespodzianki od ojca, Alejandra jedzie z Carlosem na zabieg mający pomóc w walce z uzależnieniem. Po godzinie niezwykle bolesnej serii nakłuć i iniekcji z użyciem zakazanej technologii robotycznej wraca do hotelu odpocząć. Po przebudzeniu czuje się wolna, choć nikt nie zapewni, że nie jest to tylko złudzenie…

Angel udaje się na skan ciała do szpitala Aptekarzy, gdzie za kolejną okrągłą sumkę otrzymuje niepomyślne wieści. Zaproponowane rozwiązania nie są dla niego zadowalające. Udaje się do baru i zajmuje piciem. Po pewnym czasie znudzony otoczeniem rusza na miasto.

Gabriel udaje się do siedziby Ligi trudniącej się wynajmem samochodów w Hakkonen. Po drobnej łapówce dowiaduje się kto pożyczył interesujący go furgon. Spokojnie przygotowuje się do akcji i czeka w miejscu, gdzie auto powinno zostać odprowadzone wedle kontraktu.

Esteban, Alejandra i Carlos udają się za namową Alicji na małą rundkę po pubach i klubach szarzejącego od mgły Hakkonen. Angel zupełnie odrębnie zabija czas w towarzystwie przygodnych Hawkwoodów.

Bo prawie całonocnym balowaniu, zmęczeni od tańca i alkoholu zbierają się do powrotu. Alejandra zauważa Angela snującego się kilka przecznic dalej z hot-dogiem w ręku. Nagle tuż obok niego zatrzymuje się czarny furgon i wypadają z niego mężczyźni ubrani w czarne pseudo-szlacheckie stroje i maski zwierząt.

Angel broni się przed atakiem, zabija jednego z napastników strzałem w głowę, jednak szybko zostaje stłamszony pod naporem ciosów i wciągnięty do samochodu. Furgon, mimo strzałów oddanych przez Hazatów odjeżdża z piskiem opon.

Zszokowani przyjaciele nie wiedzą co robić, ale Carlos przełamuje impas udając się biegiem w stronę przecznicy w którą skręcił samochód i zauważa, że udaje się on wgłąb miasta na drugim brzegu rzeki. Przypadkowy obwoźny handlarz hot-dogów zostaje zmuszony do pościgu za furgonem.

Gabriel jest świadkiem nagłego wjazdu samochodu porywaczy do parku. Zamaskowani napastnicy wyciągają swoją ofiarę, biją ją z rozmysłem pięściami i młotem. W końcu wrzucają do otwartego grobu na pobliskiej nekropolii, dodają płonące kadzidło i zasuwają pokrywę.

Kiedy tylko próbują się oddalić, Gabriel otwiera do nich ogień, korzystając z osłony mgły i drzew. Jeden z sabatytów zostaje ranny, koła wozu przebite, ale mimo wszystko furgon wyjeżdża z parku. Za zakrętem wpada jednak prawie na właśnie nadjeżdżający klekot sprzedawcy hot-dogow. Wywiązuje się strzelanina.

Gabriel chce ruszyć za sabatytami, ale widzi, że z grobu bezskutecznie i w szale próbuje wydostać się Angel. Pomaga mu odsunąć pokrywę, baronet Avila wyskakuje jak oparzony, ale świeże powietrze pozbawia go przytomności. Gabriel fachowo wykonuje reanimację i Angel powoli wraca do przytomności.

Strzelanina kończy się zmasowanym ogniem skierowanym w oszalałego psionika, który zdaje nie robić sobie nic z odniesionych ran. Alicja nadbiega do Angela, ale Gabriel każe rzucić jej broń. Dziewczyna słucha, ale sytuacja robi się nerwowa gdy nadbiega reszta. Po krótkiej wymianie zdań okazuje się, że Hazaci nie są wzajemnie wrogami.

Gabriel wydobywa rannego sabatytę z samochodu i zanim ktokolwiek może zareagować torturuje go krótko przestrzeliwując mu kolana, żeby wydobyć zeznania. Mężczyzna wydobywa z siebie adres “Nathaniel Road 5”, ale pytany o ukarską kobietę nagle oblewa się jeszcze większym, zwierzęcym strachem, nagle jego ciało sztywnieje i wydaje ostatnie tchnienie.

Esteban leczy Angela, a cud jego stygmatu pozwala złagodzić nerwową sytuację. Dodatkowo Gabriel rozpoznaje w Alejandrze córkę generała Sancheza, prześladowaną przez swojego seniora. Bohaterowie odbywają zaskakująco szczerą rozmowę, jak na warunki. Ich cele wydają się być zbieżne.

Za radą Alicji zostawiają pobojowisko za sobą i powiadamiają zakon Avestii, żeby zajął się tym co zostało. Ruszają do hotelu aby się dozbroić i opracować plan działania.

View
Nieudany skok

1-11 Października czasu Aragońskiego, przelot do wrót Aragońskich

Wkrótce po powrocie Barona Yabu drużyna przetransportowała się na Koło Fortuny. Baron poprosił Angela o gościnę, argumentując, że bezpieczniej będzie, jeśli jego drugi statek będzie podróżował z minimalną załogą, zupełnie odrębnie.

Esteban ustala rodzinne kwestie z Alicją i para w lepszym klimacie pozbawionym tajemnic przygotowuje się do lotu.

Angel izoluje się pochłonięty lekturą materiałów przekazanych mu w darze przez barona Yabu. Alejandra izoluje się ze względu na rosnący głód eliksirowy, jako jedyną zaufaną osobę traktując Carlosa. Przerażona jest perspektywą całej wyprawy pod sztandarem człowieka, którego uważa za co najmniej podejrzanego i przebywania na statku Angela, który pewnikiem jest psionikiem.

12-22 października czasu Aragońskiego

Po skutecznym skoku do układu Byzantium Secundus kapitan Koła Fortuny wyliczył zgodny z kluczem skok na Leminkainen. Niestety koordynaty przekazane przez urządzenie okazały się błędne i statek wyrzuciło daleko od wrót. Na całe szczęście odległość od planety nie była diametralnie różna i Koło mogło kontynuować swój powolny lot.

Alejandra otrzymała list od ojca, który zaproponował rozwiązanie problemu eliksiru. Do Estebana doszedł list od wiernego Amerigo.

Angel dręczony był wciąż wizjami ukarskiej kobiety, w serii fenomenów psionicznych przeraził nie na żarty Alejandrę i poważnie zaniepokoił Estebana. Od barona Yabu otrzymał radę, że powinien skupić się na jednym aspekcie rodzącej się mocy, co spowoduje oczyszczenie umysłu z innych.

Tymczasem Koło Fortuny natrafiło w przestrzeni kosmicznej na niezidentyfikowany obiekt dryfujący swobodnie w próżni. Po kilkudziesięciu minutach zmagania się ze skanerami statku i kreatywnym użyciu pokładowego lasera do stworzenia rozbłysków udało się ujawnić sylwetkę obiektu. Był to stary statek wojskowy domu Hazat, nie używany już od kilkudziesięciu lat w czynnej służbie – lekki torpedowiec typu Mars.

Mimo, że statek był nieaktywny to stanowił niezłe cacko ze względu na swój militarny charakter. A w porównaniu do Koła Fortuny był szczytem techniki :)

Angel szybko zorganizował wyprawę. Ekipa złożona z niego samego, Tytusa i Brutusa odkryła na statku 3 ciała, brak powietrza i… dziwaczne jajo umieszczone w dziobie statku. Angel pewny, że to symbiont i tego, że spotkali śmierć zabronił powrotu na Koło. Co więcej – to COŚ nadal żyło…

Sytuacja robiła się coraz bardziej nerwowa, tlen się kończył. Dzięki kreatywnemu pomysłowi Glenna udało się dostarczyć uwięzionym dodatkowe butle, nie narażając załogi na kontakt z symbiontem. W między czasie przesłano Aptekarzom zdjęcia jaja celem identyfikacji, za co zawołali bagatela 200F.

Wydawało się, że to koniec. Angel skontaktował się pierwszy raz ze swoim bratem używając telepatii.

Skan i analiza Aptekarzy udowodniła, że nie jest to symbiont, ale Błękitny Ślizg Skalny – rodzaj krocionoga z Leminkainen. Najprawdopodobniej ktoś przewoził jego jajo nielegalnie, ponieważ tylko Hawkwoodowie mają monopol na handel wyrobami z pancerza tego zwierzęcia. Dodatkowo zwierzę to ma zdolność do tworzenia form przetrwalnikowych i wytwarzania CO, czym zaczadziło biedną, niewykształconą załogę.

Bogaci o nowy statek, który wedle prawa gwiezdnego należy po tylu latach do znalazcy bohaterowie polecieli dalej na Leminkainen.

Koniec lotu zapisał się złotymi zgłoskami w epistolografii, kiedy to przyszły listy od Kapitana Candeli, Juana Carlosa, ojca braci Avila i biskupa Pio.

Drużyna wylądowała bez przeszkód na kosmodromie Hakkonen. Siedząc w kawiarni po odespaniu lotu Angel otrzymał krótki i straszny list od ojca. Reszta tymczasem radowała się z wieści o zdobyciu Hiry wyczytanej w lokalnej prasie.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

View
Chwila odpoczynku

Bracia Avila dowiedzieli się, że leczenie Fernandeza będzie kosztowało fortunę. Esteban postanowił polecieć z Noriegą do stacji orbitalnej Aptekarzy, aby dopytać się o stan zdrowia druha.

Ku ich zaskoczeniu i przerażeniu lekarz powiadomił ich, że rany musiały być zadane za pomocą psioniki lub teurgii. Aptekarz wykluczył zdecydowanie inne źródło – jelita Fernandeza były splecione w supły, zupełnie jakby jakaś niewidzialna siła działała w jego trzewiach.

Esteban postanowił pomodlić się żarliwie i uczynić teurgiczny rytuał mający na celu uzdrowienie przyjaciela. Miły Gildianin powiadomił go, że używanie psioniki lub teurgii może odbyć się w specjalnie wydzielonym pokoju za określoną opłatą.

Rytuał udał się, a Fernandez zaczął powoli odzyskiwać siły. Przed tym jednak z jego pępka mocą rytuału został wydobyty spektralny robal-larwa. Przerażony Esteban złożył dłonie w kolejny rytuał i mocą Wszechstwórcy rozwiał widmo, które zdołało jednak ukąsić go boleśnie w rękę.

Tymczasem Alejandra i Angel robią zakupy w stolicy. Oprócz odświeżenia garderoby piękna baronessa zwiększyła również zasoby swojego eliksiru.

Angel uciął sobie krotką pogawędkę z Carlosem rzucając mu w twarz, że źle zajmuje się Alejandrą, która ani chybi uzależniona jest od eliksiru. Carlos odpalił, że Avila powinien nieco baczniej kontrolować swoje zachowanie, ponieważ jego zdaniem robi dziewczynie wodę z mózgu nie mając wcale względem niej poważnych zamiarów. Rozstali się w złości.

Rozmowa ze skruszonym i podłamanym Lu przebiegła nieco lepiej. Voroks dał się przekonać, że padł ofiarą psioniki i nie był świadom tego co robi. Nadal jednak utrzymuje, że powinien się kontrolować nawet lepiej niż ludzie, bo jest w stanie dokonać strasznych rzeczy. Zwierzył się również z tego, że pamięta coś ze swojego warunkowania i choć już teraz tego tak nie czuje, to może nie być do końca obliczalny, jeśli przyszłoby konfrontować się z Kościołem.

Wieczór nastał szybko, Avila i Alejandra szykowali się na kolację. Tymczasem w ogrodzie Sanchez spotkała Carlosa. Wyraził on daleko idące zaniepokojenie, że dziewczyna nadużywa eliksiru. Nie chciał słuchać żadnych wyjaśnień i był pewien swego – bazując na wojskowym doświadczeniu. Wyznał również, że napisał list w tej sprawie do ojca Alejandry. Dziewczyna wybuchła gniewem i rezygnując z posiłku udała się do swojego pokoju, gdzie spożyła alkohol (;D).

Noc nie była miła. Alejandra obudziła się pijana, kiedy to wbijała sobie strzykawkę z kolejną dawką. Rozbita i roztrzęsiona wylała resztę dawek do zlewu odsuwając problem w czasie. Rano odbyli z Carlosem krótką, ale ważną rozmowę.

W oczekiwaniu na powrót barona Yabu ze stolicy bracia Avila odbyli szereg sparingów.

Reszta dnia spędzona została na porządkowaniu wszystkich spraw przed wyjazdem. Tylko dzięki wrodzonym zdolnościom Estebana udało przekonać się Fernandeza i Noriegę aby zostali na miejscu i chronili rodzinę Avila.

Esteban porozmawiał wstępnie z ojcem na temat swoich wątpliwości.

View
Złe złego początki

Angel runął na pole bitwy, bohatersko zebrał pozostałych bojarów i skoczył w pogoń za uciekającym i zdziesiątkowanym oddziałem lekkiej kawalerii na której czele stał rzekomy psionik.

Tymczasem Esteban w asyście Amerigo, zgodnie z prośbą brata ruszył uspokoić lub zastrzelić oszalałego Voroksa Lu.

Alejandra przyglądała się temu z niemałym zdziwieniem i rodzącym się przerażaniem. W końcu ustalono, że szlachta z tych ziem nie może się mieszać do walki. Sztab Arevalo zapobiegawczo odnalazł przyjemność w obserwacji stada zimorodków, które właśnie wystrzeliło w górę.

Bojarzy Angela kupą zbliżyli się do uciekającego oddziału. Tamten nawrócił – rzec można by, że do honorowej kapitulacji. Tymczasem dystans malał, a obcy jeźdźcy ani myśleli zsiadać z koni. W pewnym momencie przypuścili pełną szarżą, szykując się na śmierć. Coś się zakotłowało i zaobserwować można było jak oba oddziały dosłownie przeszyły wzajemnie swoje szyki. Angel zsiadł z konia, prawdopodobnie do honorowego pojedynku. Wyniku starcia nie sposób było dostrzec.

Lu naszpikowany włóczniami niczym jeżozwierz, szarżował bez celu na przerażonych ludzi. W końcu przystanął i łypnął swoimi czerwonymi z gniewu oczami w stronę Estebana. Ruszył. Kapłan zmówił krótką modlitwę. Dostrzec dało się blady blask jego oczu, starego Amerigo zasłaniającego go swoją piersią i wreszcie wielkie cielsko Voroksa, które wpadło na nich oboje.

Dla Alejandry to było zbyt wiele. Ruszyła wraz z Carlosem Vilorią na błotniste pole walki, chcąc pokierować zbierających się Aptekarzy.

Bitwa dobiegła do końca. Całe pole wieńczyły masy trupów, flaków, kałuże błota z ziemi i krwi. To była prawdziwa rzeź.

Aptekarzy było stanowczo za mało, żeby wszystkim pomóc. Zwykłych najemników układano w stosy na repulsorowych platformach. Dzięki Alejandrze i chciwości gildian udało się zorganizować szybką pomoc dla szlachetnie urodzonych. Szybko odtransportowano Estebana, Amerigo i skruszonego Lu do lazaretu. Wkrótce do prowizorycznie przygotowanej sali operacyjnej wjechał również Angel i Fernandez.

Ten ostatni miał najgorsze rany i odtransportowano go na koszt rodziny Avila śmigłowcem do szpitala Aptekarzy. Angel czuł się dobrze, poza tym, że dostał najpewniej obuszkiem przez łeb. Esteban miał złamane żebra i strzelał pistoletem plazmowym po namiocie chcąc uniknąć iniekcji z uzależniającego Eliksiru.

Po opatrzeniu bohaterska trójka wymieniła opinie na temat poprzednich wydarzeń i w taki bądź inny sposób udała się na ucztę z okazji zwycięstwa. Pomni obecności psionika na polu bitwy nie czuli się specjalnie komfortowo, poza tym jako nieliczni byli w samym centrum wydarzeń i masakry, która się dokonała, co nie nastrajało pozytywnie.

Po kilku drinkach i żenujących próbach uzyskania satysfakcji słownej od Albów udano się na spoczynek.

Następny dzień był spokojny. Wszyscy dochodzili do siebie po minionych wydarzeniach.

Bliźniacy po kilku nieudanych próbach skontaktowali się z baronem Yabu i dowiedzieli się, że jego sprawy są na tyle pilne, że zobowiązany jest wyruszyć w ciągu dwóch dni. Avila podtrzymali swoją obietnicę niesienia pomocy i spłaty honorowego i przyjacielskiego długu względem tego mężczyzny.

Alejandra również spotkała się z Yabu, pełna obaw, strachu i obrzydzenia. Baron w spokojny sposób chciał zwolnić ją ze złożonej obietnicy, ale różnice kulturowe między domem Hazat a Li Halan spowodowały, że Alejandra, choć niechętna nadal czuła się zobligowana.

Ojciec braci Avila powiadomił ich o kruchych finansach rodziny. Niestety bitwa mocno podkopała zasoby, którymi dysponował. Elasar zmuszony był cofnąć otwartą kartę finansową ofiarowaną braciom i zamienić ją na limitowaną z małą fortuną na koncie – 10 000F. Ostrzegł, że nadal może okazać się to niewiele w świetle wyzwań podróży z Yabu.

Niedługo po tym dowiedziano się, że Fernandez wymaga kosztownej opieki medycznej z wykorzystaniem aparatury z 2giej ery. Kosztowało to – bagatela – 2000 F, ale uratowało mu życie. Co dokładnie mu dolegało, nie było na ten moment jasne.

Alejandra otrzymała depeszę od Juana Carlosa z zapewnieniami, że poczynił kroki, aby wyciągnąć machlojki jej seniora na światło dzienne. Depesze wysyłane do ojca nadal pozostają bez odpowiedzi.

Esteban ustalił z Alicją dalsze kroki, a Angel i Alejandra udali się do stolicy na zakupy.

View
Bitwa

Znaki zbierały się od dawna. Tajemnicze wizje, zaburzona komunikacja podprzestrzenna, czy wreszcie budzący grozę i zdziwienie statek Vau namierzony na granicy układu…

Nawet uroczysta biesiada urządzona na cześć powracających do domu synów Arevalo zmącona była niewypowiedzianym niepokojem serc. I jak miało się okazać nie był to tylko strach przed zbliżającą się bitwą.

Zawiesisty, mokry i zamglony dzień został wybrany przez szlachetnego hrabiego Manuela de Aragon na rozstrzygnięcie nieuniknionego sąsiedzkiego sporu Avila-Alba.

Obozy wojskowe obu stron tętniły życiem, rozmieszczone nieopodal wyznaczonego miejsca na neutralnych ziemiach hrabiego. Oba sztaby zebrały się, aby obradować nad zwycięską taktyką. Angel został mianowany przez swojego ojca na głównodowodzącego bitwy.

Uznano, że najlepszą strategią będzie inspiracja słynnym manewrem Scypiona Hazackiego, czyli osłabienie swoich centralnych linii i schwytanie wrażej armii w kleszcze.

Słońce zaczęło mocniej świecić nad Arevalo rozrzedzając mgłę i ukazując pole bitwy. W tym samym czasie do obu stron dotarła depesza o mrożącej krew w żyłach treści – “Słońce nad Vera Cruz gaśnie”

Adwersarze: Baron Frederico Alba de Aragon i Baron Porucznik Elasar Domenico Avila de Aragon spotkali się na samym środku pola bitwy przypływając na swoich powietrznych rydwanach.

Ktoś puścił plotkę, że bitwa będzie odwołana. Ktoś zaklął…

Zgodnie z naturą Hazatów, oraz ustaleniem, że nie będzie przelewana krew szlachecka nie odstąpiono jednak od konfliktu.

Na początku bitwy Angel odebrał tajną depeszę od Przewoźników, że za “niewygórowaną” cenę 250F są w stanie przesłać zdjęcie satelitarne obozu wroga, co może zdradzić ich wstępne rozmieszczenie i skład. Mimo, że rodzina mogłaby pokryć takie koszty, Angel odrzucił ofertę jako niehonorową.

Esteban ostatnie trzy dni spędził na medytacji i obcowaniu ze spuścizną świętych. Oparł się pokusie złożenia modłów do kontrowersyjnego eskatonicznego świętego, który mógłby potencjalnie wspomóc bitność oddziałów. Złożył za to swe ręce błagając Mantiusa i Lexiusa aby zwiększyli obronność i hart ducha wybranych jednostek.

Alejandra czyniąc zadość starej tradycji zawiązała wstążkę na ramieniu Angela na znak, że go wspiera i czyni go swoim championem. Niektórzy mogli pomyśleć jednak, że chodzi o coś zupełnie innego…
Córka generała Sancheza odparła grzecznie zakusy Albów, odmawiając zaproszenia do wrażego sztabu.

Avila wystawili armię złożoną z 1200 włóczników (6 jednostek), 2 oddziałów mieczników (po 170), 5 oddziałów chłopów (po 200), 450 łuczników (3 jednostki), doborowych kuszników (80), dwóch jednostek lekkiej jazdy, dwóch oddziałów nomadycznych bojarów (z ziem Arevalo), oddziału hardych toporników, oraz doborowej ciężkiej jazdy typu aragońskiego.

Alba rzucił na szalę życie zaciężnych Lancknechtów w zatrważającej liczbie 960 doborowych żołnierzy władających flambergami (8 jednostek), 1000 chłopów (5 jednostek), dwa oddziały mieczników, 5 oddziałów lekkiej jazdy i 150 łuczników.

Szlachta żadnej ze stron nie pochyliła się nad podniesieniem morale wojsk płomiennymi mowami, jednak do walki dołączono kilka ważnych osób. Fernandez objął dowodzenie nad oddziałem mieczników, Lu poprowadził zaciężnych kuszników, a Noriega wsparł toporników.

Po stronie Albów również można było dostrzec trzech wyróżniających się dowódców.

Głównodowodzący strony Albów kiedy tylko spostrzegł taktykę adwersarza starał się zapobiec kumulacji wojsk w centrum. Rozpoczął bitwę wydając piechocie rozkaz rozciągnięcia linii.

Wojska Avila nie atakowały, jedynie Bojarzy zostali wysłani w stronę wroga, żeby nękać go gradem strzał. Konnica obu stron przygotowywała się na manewr oskrzydlający, jednak całość zamieniła się w wojnę pozycyjną. Nikt nie chciał wejść w zasięg szarży.

Piechota Albów krok za krokiem zbliżała się do linii wroga, jednak cierpiała bardzo z powodu ostrzału łuczników. Nawet szeregi ciężkozbrojnych lancknechtów zostały uszczuplone. Poplecznicy Alby zastosowali ryzykowny manewr ustawienia się w szachownicę, co dawało im lepsze szanse w przypadku szarży przeciwnika, ale niestety spowolniło ich pochód do przodu. Również wyznaczone pole bitwy ograniczyło ich możliwości w tym względzie.

Kiedy wojska były już naprawdę blisko siebie, stała się dziwna rzecz. Chłopi z Arevalo w nietkniętej liczbie 200 nagle zaczęli panicznie uciekać z pola bitwy. Angel poczuł dziwne ukłucie niepokoju, ale na tamten moment nie skojarzył go z niczym złym.

Bitwa rozpoczęła się rwaną szarżą oddziałów Avila, nie wszystkie z nich miały szansę podejść do wroga. Linie obu stron załamały się i bitwa zmieniła się w chaotyczne lokalne potyczki oddziałów. Oskrzydlanie miało miejsce w samym środku pola, jednostki atakowały się od boków i z tyłu.

Szybko okazało się, że lancknechci choć silni i zdyscyplinowani nie radzą sobie z masą słabszych jednostek wroga. Avila byli szczególnie silni na prawym skrzydle wspierani przez ciężką, doborową jazdę.

Równie szybko okazało się również dla Angela i Estebana, że ktoś używa na polu bitwy psioniki. Jednostki Avila w zupełnie niespodziewany sposób panikowały, poruszały się losowo na polu bitwy i wracały do niej z pełnym impetem. Chaos się powiększał, ale straty Albów również.

Chwilę po tym, jak zaatakowany psionicznie Lu zerwał się z szałem i ruszył w bliżej nieokreślonym kierunku z prędkością szarżującego dzikiego Voroksa i krwawym mordem w oczach, szeregi Albów zaczęły się chwiać i słabsze jednostki uciekać. Jedynie lancknechci trzymali się jakoś i z godnością poddawali się i składali broń.

Tego dnia zginęło wiele ludzi, a triumf Avila był niepodważalny.

W ostatniej chwili Angel zidentyfikował źródło psioniki – była nim postać kierująca z oddali jednym z oddziałów lekkiej jazdy. Chwilę po tym poczuł ogromny ból – szybko okazało się jednak, że nie pochodzi z jego ciała, a jedynie jest cieniem tego co czuje Fernandez. Dzielny Hazat runął na twarz w samym środku pościgu za uciekającym wrogiem. Jego towarzysze prawdopodobnie nawet tego nie zauważyli…

Angel prosząc naprędce Amerigo i Estebana o “zajęcie się sprawą Lu”, który właśnie w szale szarżował na przerażonych włóczników Avila, wskoczył na koń, zebrał Bojarów i runął na pole bitwy goniąc oddalającego się psionika.

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.