Mrok Między Gwiazdami

Podróży ciąg dalszy - czyli jak samemu wpakować się w kłopoty

Podróży ciąg dalszy - czyli jak samemu wpakować się w kłopoty

Minuty przechodzą w godziny, godziny w dni, i życie na Kole Fortuny nabiera swego leniwego, rutynowego, szarego charakteru. Nawet gonieni czasem i prześladowani przez wrogów, nawet spieszący się w nieznane, by rozwikłać liczne nękające ich problemy, bohaterowie zdani są na izolację i samotność, pośród pustki nieogarniętego kosmosu, w małej łupinie statku. A statek leci stałym kursem ku Wrotom, z niezmienną, maksymalną dla niego szybkością. Czas płynie.

Każdy jak może zajmuje sobie czas w ograniczonej przestrzeni statku. Załoga pracuje, a po zmianie odpoczywa przy muzyce, kartach i alkoholu w kantynie, a bohaterowie starają się jak najbardziej produktywnie wykorzystać czas.

Alejandra namawia pilota Gorana Zivotica, by ten wziął ją ze sobą na lot nowo zdobytym torpedowcem Angela, gra w karty, pije wino i regularnie pobiera lekcje samoobrony u Brutusa Domingeza – komandosa służącego na Kole Fortuny. Przystojny, krzepki gildiański żołnierz z nadzwyczajną ochotą i gorliwością ćwiczy z młodą szlachcianką po zakończeniu swej wachty.

Esteban większość czasu spędza w swej kabinie, nikt nie bardzo interesuje się co robi kleryk. Pochłonięty swoją pracą i medytacją, realizuje sobie tylko i Bogu znany plan. I modli się. Pomny na wizje, które dręczą go od wielu miesięcy, modli się: za swych przyjaciół i rodzinę, w szczególności za brata, który cierpi z powodu ingerencji obcej technologi, implantowanej do jego głowy przez tajemniczą ukarską psioniczkę, która dzięki temu zaawansowanemu technologicznie urządzeniu, potrafi kontrolować poczynania i myśli Angela.

Angel dużo czasu spędza z baronem Yabu. Socjalizuje się w kantynie z załogą i chętnie gra z Alejandrą w karty. A gdy czcigodny baron z rodu Li Halanów znajduje wreszcie, dzięki Boskiej Opaczności (za pewne wymodlonej przez Estebana:P) remedium na cierpienia Angela, i sposób na pozbycie się z jego ciała wrażego ustrojstwa, młody Hazat bez trwogi i z pełną ufnością poddaje się bolesnemu i niebezpiecznemu zabiegowi.

Po kilku godzinach bólu i cierpienia, Bóg lituje się nad chłopakiem i sprawnie prowadzi barona Yabu do końca “operacji”. Jej zakończenie kwituje straszliwy krzyk Angela, słyszany, zdaje się, wyłącznie przez Estebana, który od samego początku “operacji” wyczuwał niepokój i cierpienie swego brata, a wieńczący zabieg krzyk Angela, odczuwa jako uczucie ulgi swego bliźniaka, kończące jego perypetie z kontrola umysłu przy pomocy obcych urządzeń.

Ma to miejsce w czasie gdy zatroskana o los Angela Alejandra rozmawia z Estebanem o problemach jego brata. Kleryk informuje ją z absolutna pewnością w głosie i niezachwianą wiarą, że Angelowi pomoc zostanie, jest, a nawet już została udzielona – Chwalmy Pana!!!

Nie rozumiejąc o co chodzi Estebanowi, krewka panienka udaje się biegiem do komnat Angela, który wita ją w dzrzwiach pijany, oszołomiony, zakrwawiony, ale w niezłym humorze. Nonszalancko zaprasza do swej kabiny i prezentuje zamknięty w słoju obcy obiekt, przypominający małego robaka, wija, krocionoga, cybernetyczny wytwór ludzkiego umysłu i ręki, a nie Twór Boskiej Kreacji. Oto Consuela! Przedstawia pieszczotliwie (w sobie charakterystyczny sposób zapominając w sekundę po fakcie o bólu czy problemach) nazywając ludzkim imieniem mechaniczne paskudztwo Angel.

Wiele pytań Alejadry nie uzyskuje odpowiedzi, przez tajemniczość Angela, stopień jego upojenia alkoholem (na odwagę, dla kurażu, jako środek znieczulający czy przeciwbólowy, a może na polepszenie humoru), czy wreszcie wycieńczenie Angela po operacji.

Kolejne godziny opływają spokojnie. Esteban zostaje poproszony przez swego brata, za radą barona Yabu, by wyleczyć obrażenia i trwałe uszkodzenia w ciele Angela, powstałe po zabiegu usunięcia mechanicznego robaka. Rytuał teurgiczny kończy się powodzeniem, i po raz kolejny młody Hazat doznaje Boskiej łaski Ozdrowienia. Angel jest jednocześnie zdziwiony faktem (zasłyszanym od Alejandry), iż Esteban wiedział, że zostanie mu udzielona pomoc, dopytuje się w szczególności o wiedzę Estebana na temat fizycznego charakteru tej pomocy i jej źródła, ale zadowala się “religijnymi wyjaśnieniami” brata.

Bracia już na koniec spotkania znowu wchodzą na wojenna ścieżkę. Po raz kolejny wyciągnięta zostaje sprawa rozbieżności zamiarów braci w stosunku do tajemniczej ukarskiej psioniczki (Angel chce zemsty i bolesnej długiej i powolnej śmierci dla kobiety, podczas gdy Esteban chce ja ocalić, nawrócić i przywrócić społeczeństwu). Po raz kolejny pojawia się gniew i brak zrozumienia Angela na myśl o tej symbolicznej, jednej kuli w magazynku pistoletu Estebana, przeznaczonej nie dla wroga, ale dla niego samego, gdy szli na spotkanie nieznanego w siedzibie sabatu psioników.

Znowu zarzuty ze strony krewkiego komandosa, znowu próby przekonania brata do swych ideałów przez spokojnego kleryka. Dwaj bracia, bliźniacy, dwie, niemal identyczne twarze na przeciwko siebie – tacy podobni, a tacy odmienni.

Angel deklaruje gotowość do użycia WSZYSTKICH ŚRODKÓW by osiągnąć swój cel, w swej wypowiedzi zawierając groźbę, że jest w stanie powstrzymać Estebana gdyby ten stanął mu na drodze. Esteban deklaruje natomiast gotowość do ABSOLUTNEGO POŚWIĘCENIA by uratować życie tej kobiecie i nawrócić ją na ścieżkę dobra, nawet gdyby miało go to kosztować jego własne życie.

Kolejne zarzuty . Kto jest bardziej Hazatem i kto postępuje bardziej właściwie? Angel honorowo dąży do należnej mu, zasłużonej wrogowi zemsty, nieugięcie zmierzając do celu, nie zawaha się nawet POWSTRZYMAĆ ESTEBANA. Esteban odrzuca zemstę i odmawia pomocy Angelowi w zgładzeniu kobiet, i GOTÓW JEST STANĄĆ NA DRODZE KULI CZY OSTRZA SWEGO BRATA, by ją uratować i dać szansę naprawy złych uczynków. Obaj uparci jak Hazaci. Obaj gotowi do strasznych, ostatecznych posunięć i nieustępliwi do samego końca. Rozstają się w gniewie. Znowu.

Wyleczony Angel ze zdwojona siła oddaje się obowiązkom armatora statku gwiezdnego doglądając raportów. Jego uwagę przyciąga szereg nadużyć, błędów i niedociągnięć, jakie miały miejsce podczas jego niedyspozycji zdrowotnej. Dostaje się Kapitanowi Glennowi i pilotowi Zivoticiowi za nieodpowiedzialne zdaniem Angela zachowanie, które mogło doprowadzić do narażenia na niebezpieczeństwo baronessy Sanchez. Koniec lotów torpedowcem, lądownikiem czy czymkolwiek z “garażu Angela” panienko!!!

Krnąbrny zdaniem Angela sierżant Domingez nie widzi w swym działaniu (sparingi z Alejandrą) niczego złego i nie chce przyznać racji zarzutom swego pracodawcy, a tym bardziej nie akceptuje narzuconej na niego kary utraty żołdu. Zostaje w konsekwencji zwolniony ze skutkiem po dotarciu na B2.

Niemożliwym do uniknięcia następstwem takich czynów, musi być oburzenie Alejandry – z czym Angel powinien się liczyć (“dość dobrze poznawszy ta zadziorna młoda damę”). Wybuch emocji, jest jak na Sanchezównę umiarkowany i poza prywatną “reprymendą” dla Angela, dziewczyna podejmuje kroki by postawić na swoim. Chce zatrudnić za pośrednictwem swego ojca, przy pomocy Carlosa Vilorii zwolnionego wcześniej żołnierza Gildii.

Mijają kolejne długie godziny.

Gdy statek jest jeszcze daleko od wrót, na średnio uczęszczanym szlaku, patrolujący przestrzeń Goran Zivotić, testując torpedowiec namierza skanerami jakiś dziwny obiekt. Za rozkazem Angela udaje się w jego pobliże by dokonać identyfikacji.

Jednocześnie oba statki otrzymują odczyty o innym obiekcie poruszającym się kursem odejścia, z dużą prędkością, w stronę granicznego dla układu Leminkainen gazowego giganta.

Rozmiar i szybkość oddalającego się obiektu wskazują na wysokozaawansowany statek o charakterze militarnym, jednak odległość jest zbyt duża by pasywne skanery Koła Fortuny mogły go zidentyfikować, a Angel nie pozwala by Zivotić śledził go i zbadał przy pomocy aktywnego skanu torpedowcem, gdyż tym samym ujawniłby swoją obecność.

Wszyscy bohaterowie zbierają się na mostku zaciekawieni nowinkami jakie krążą po statku. Pojawia się nawet baron Yabu. Ostatecznie Angel rozkazuje skupić się na obiekcie, który pierwotnie wzbudził zainteresowanie Gorana Zivotica i zaalarmował sensory jego statku.

Jakież jest zdziwienie i przerażenie wszystkich, gdy okazuje się, ze to coś organicznego!!! Natychmiast wszystkim przypominają się (bezpodstawne dzięki Bogu) obawy o skażenie symbiontem zdobycznego torpedowca i załogi, która go przejęła. Goran szybko jednak dementuje wszelkie przypuszczenia przesyłając zdjęcia dryfującego w przestrzeni kosmicznej obiektu…

Zwłok…

Vau!!!

Koło Fortuny jest jeszcze daleko od Wrót na B2. Samotne, na słabo uczęszczanym szlaku. Skok poprzedniej uformowanej grupy statków odbył się zapewne niedawno i Wrota są w fazie regeneracji energetycznej. A jedynym statkiem w zasięgu dryfującego ciała Vau jest oddalający się niezidentyfikowany obiekt zmierzający w cień gazowego giganta. Bardzo tajemnicze i budzące niemiłe skojarzenia okoliczności.

Angel bije się z myślami, zasięga opinii wszystkich znaczących członków załogi (kapitan Glenn) a także swych współtowarzyszy. Wreszcie Esteban (jako jedyny chyba optujący bezapelacyjnie i bez obiekcji za podjęciem ciała na pokład) odwołuje się do pojęcia honoru, który jest nie po to, żeby go chować i wyjmować gdy to się podoba, lub by unikać niemiłych konsekwencji, lecz po to, by będąc świadomym możliwych niemiłych konsekwencji swych czynów, postępować na przekór obawom – właściwie. Nikt nie chciałby by jego ciało oddano na pastwę pustki kosmosu. Angel wydaje rozkaz podjęcia ciała Vau na pokład torpedowca. Maja zostać oddane ambasadzie Vau na Bizantium Secundus.

Wszyscy oglądają zdjęcia zwłok, w czasie gdy Goran zmierza z nimi do Koła Fortuny. Pobieżne oględziny wskazują na brak jakichkolwiek ran i śmierć raczej od zimna i próżni niż czegokolwiek innego. kolejna fala niepokojących przemyśleń przewala się przez głowy bohaterów. Co robił tu ten tajemniczy statek, i co mógł na nim robić Vau? Wreszcie jak to się stało, że statek uciekł na rubieże systemu, a zwłoki obcego pozostawiono na pastwę Krakenów z Pustki?

Gdy torpedowiec pilotowany przez Zivotica cumuje do Koła Fortuny, całym statkiem wstrząsa “dreszcz”… Wszystkie czujniki szaleją, światła przygasają, włączają się alarmy zbliżeniowe jak przed zderzeniem, a w bezpośredniej bliskości maleńkiej łupiny z bohaterami na pokładzie, “znikąd” pojawia się w rozbłysku oślepiającego światła, monstrualnych rozmiarów, gigantyczny statek.

Rozmiar, budowa i wreszcie sposób pojawienia się – statek wyszedł wszak z nad-przestrzeni bez pomocy Wrót – wskazuje tylko na jedno – PRZYBYLI VAU!!!

Comments

zbigi

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.