Mrok Między Gwiazdami

Nathaniel Road 5

Bohaterowie wraz z Alicją Hawkwood i Carlosem Viloria przygotowują się do akcji. W naturalny sposób jedynymi osobami, które z racji doświadczenia mogą przygotować akcję jest Gabriel i Angel. Mimo pewnych nieporozumień wszyscy ruszają pod wskazany przez sabatytę adres.

Esteban namaszcza olejkiem wszystkich, błogosławiąc ich i prosząc Wszechstwórcę o wsparcie i oczyszczenie ich umysłów z obcych wpływów. Alejandra i Alicja szczególnie silnie odczuwają podniosłość tego momentu, ale również Gabriel wydaje się być poruszony modlitwą teurga.

Mgła jest niezwykle gęsta i uniemożliwia dokładniejszą obserwację budynku, szybko jednak okazuje się, że światła zapalone są tylko na najwyższym z trzech pięter.

Angel i Gabriel ruszają obejść budynek dookoła, reszta zostaje w samochodzie. Znajdują tylne wejście, które okazuje się być otwarte. W około budynku Gabriel znajduje liczne ślady kół i ciągniętych po ziemi ciężkich przedmiotów, prawdopodobnie w workach.

Tymczasem w głowach pozostałych w samochodzie odzywa się głos sugerujący, że ich przyjaciele tak naprawdę chcą ich zgładzić, lub co najmniej skrzywdzić. Pojawiają się pytania kto jest odpowiedzialny za to, że siedzą tu pośród wilgotnej nocy w niebezpiecznych okolicznościach…
Nikt nie wie, czy naturalna odporność umysłu, czy modlitwy Estebana sprawiają, że nikt nie poddaje się tym obcym podszeptom. Jedno jest pewne, ktokolwiek znajduje się w budynku, nie jest zaskoczony.

Po powrocie Angela i Gabriela wszyscy ruszają na tyły budynku. Alicja deklaruje, że może zostać na czatach, cała reszta wchodzi do środka.

W kilkanaście minut odnajdują zaciemnioną kotłownię ze schodami prowadzącymi na dół, salę w której znajdują się ruchome łóżka szpitalne, narzędzia chirurgiczne i narzędzia tortur.

Najstraszniejsza jest kolejna, gdzie w równych rzędach, zamiast wieprzowych półtuszek wiszą zwłoki w różnym stadium rozkładu. Część jest okaleczona, część wygląda jak przygotowana do operacji chirurgicznej. Angel sprawdza salę, a ciała nagle zaczynają bezwładnie obijać się o siebie w ruchu spowodowanym niewidzialną siłą. Pełen niepokoju wychodzi.

Szybko okazuje się, że nie ma innej drogi, niż przez tą byłą rzeźnię. Alejandra wraz z Carlosem zostają na czatach, bracia Avila i Gabriel ruszają dalej. Były śledczy odnajduje w ścianie skrytkę z kilkoma papierosami i zakrwawioną, kieszonkową wersją ewangelii Omega.

Alicja ostrzega przez skrzekotkę, że jakiś furgon podjechał pod posesję, ale zaraz wycofał się i odjechał w dół Nathaniel Road. Angel zaleca jej daleko idącą ostrożność. Carlos ponownie zostaje na czatach.

Dalej wszyscy odkrywają zwykłe zaplecze, a front parteru budynku stanowi duży sklep ogólnego przeznaczenia. Pozostaje sprawdzić piwnicę…

Bohaterowie zastają tam starszego mężczyznę z bielmem na oczach. Stoi tam w białym, lekarskim kitlu nad przypiętym do ciężkiego operacyjnego stołu mężczyzną. “Pacjent” wydaje się być w szoku, na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że ma wyłamany bark. Starzec trzyma w rękach skalpel.

Ktoś próbuje skontaktować się z Hazatami przez skrzekotkę, ale ta po chwili milknie.

Angel ustawia się z pistoletem w dogodnej pozycji, Gabriel każe rzucić starcowi nóż (co ten czyni), a Alejandra i Esteban po prostu zbliżają się do stołu. Tuż po przekroczeniu progu młodą hazacką szlachciankę bombardują emocje i myśli “nie róbcie nam nic, jesteście w błędzie, tu nic się nie dzieje, jesteśmy niewinni…”.

Gabriel rzuca okiem od swojej strony na okaleczonego mężczyznę, którego cała lewa część twarzy została zdarta i rozpostarta na stole gwoździami. Kopniakiem obala starca i próbuje brutalnie wydobyć od niego zeznania. Alejandra pod wpływem wyindukowanych emocji krzyczy, żeby tego nie robił. Gabriel w lekceważący i nieetykietalny sposób każe jej się zamknąć, co nie uchodzi uwagi Angela. Znając hazacką krew nie obędzie się bez pojedynku o satysfakcję…

Tymczasem okazuje się, że mężczyzna nie ma języka, więc śledczy podsuwa mu kartkę. Starzec pisze, że jest tu jeszcze 6 osób i znajdują się na 3 piętrze.

Hałas na schodach pojawił się nagle i do piwnicy wpadł Carlos obijający się z jakimś sprawnym ukarem. Prawdopodobnie tylko pełna plastikowa zbroja (prezent od Estebana), choć niewygodna, uchroniła Carlosa od odniesienia poważnych obrażeń. Angel zabija ukara, ale z jego ręki wypada granat. Hazaci rzucają sie na ziemię, Esteban wywraca stół z okaleczonym człowiekiem – teraz wszyscy już widzą dzieło “dziadka”. Gabriel próbuje jeszcze ogłuszyć starca.

Wybuch przynosi ogłuszający pisk w uszach i całkowite oślepienie dla większości z ludzi. Angel uchronił się całkowicie od efektów flashbang-a i jako pierwszy zauważa co się dzieje. Za ciężkimi drzwiami słychać hałasy, najprawdopodobniej ktoś się zbliża. Były komandos przytomnie blokuje drzwi przewróconym stołem.

Starzec na czworakach rzuca się w stronę otumanionej Alejandry, Gabriel w tym samym momencie chce go przytrzymać i zęby “chirurga” wbijają mu się w ramię, zamiast w gardło dziewczyny. Nikt oprócz śledczego i Angela nie zauważa tego faktu. Gabriel odnosi straszną ranę, okazuje się, że starzec ma ostre i dziwnie powykrzywiane zęby, którymi dosłownie wydarł hazatowi kawał ciała. W odwecie śledczy zabija go strzałem z pistoletu laserowego.

Ktoś chce staranować drzwi, Angel wrzuca za nie granat odłamkowy. Reszta próbuje bezskutecznie pomóc obficie krwawiącemu Gabrielowi. Granat wybucha i nastaje chwila ciszy.

Ku zaskoczeniu wszystkich coś próbuje wydostać się do ich pomieszczenia. Mając tylko chwilę hazaci ustawiają się mniej lub bardziej taktycznie, nie licząc Estebana, który bohatersko odcina udręczonego mężczyznę od łoża tortur.

Do pokoju wdziera się człowiek powoli transformujący się w demona, jedynie słynny duch wojskowy hazatów powoduje, że nie pojawia się panika. Strach jest jednak wszechobecny.

Mimo kilku udanych strzałów demon nie pada, obnaża pałasz i spowija pomieszczenie przeraźliwie różową mgłą. Opar delikatnie pali skórę i miesza zmysły, ale ponownie wszyscy zachowują się bardzo przytomnie.

Widząc, że broń palna nie sprawdza się, Angel rusza na potwora z rapierem. Demon atakuje, a Angel paruje. Przeraźliwy szczęk broni kończy się złamaniem ostrza hazata, ale również odrzuceniem bestii do tyłu.

Esteban uwolniwszy rannego rzuca się bohatersko do przodu zasłaniając brata piersią. Inkantuje modlitwę do Wszechstwórcy odpędzając wszelkie zło i antynomię. Demon cofa się z obrzydzeniem i mocarnym ruchem próbuje przebić Estebana. Brakuje mu dosłownie pół centymetra, a ostrze wystawione na światło teurga pęka i rozpada się. Angel korzysta z chwili dekoncentracji i przepala z bliska czaszkę potwora plazmówką.

Po opatrzeniu ran i ochłonięciu chwilę z emocji bohaterowie znajdują jeszcze jeden mały pokoik – pracownię. Znajduje się tam biurko z kilkoma przedmiotami, regały z książkami i potworna tablica z rozciągniętą ludzką twarzą i okultystycznymi symbolami.

Gabriel zbiera ślady, Angel ogląda biurko, Alejandra przeszukuje książki…

Noc nadal trwa.

Comments

Przyznam, że mam zdecydowanie mieszane uczucia na temat tej sesji, choć nie mogę powiedzieć, że bawiłem się źle… Chciałbym was prosić o przeczytanie tekstu, który powstał z przeszłych jak i tych doświadczeń i od tej pory będzie obowiązującym:

http://www.obsidianportal.com/campaign/mrok/wikis/regulamin-serwera

Nathaniel Road 5
 

Przeczytalem. Adam wszystko to dla mnie jasne i zrozumialem.
Przepraszam ze przytargalem wczoraj robote na sesje ale mialem strasznie napiety dzien i musialem to zrobic.
Komentarze ogranicze do niezbednego minimum:) a moje wkurzanie innych bede staral sie hamowac.
Co do wczorajszej sesji to rozwalilismy ja na poczatku- zaczelismy grac o 21.30 a pozniej sie zastanawialismy czy jechac czy nie.
Ika byc moze moje ostre slowa odbrala personalnie ale ja tylko odgrywalem postac i uwazam ze w tych sytuacjach gdy jestem na tropie i mam w reku potencjalnego podejrzanego to emocje i ciety jezyk biora gore w mojej postaci. A motywacje ma najsilniejsza na swiecie do takiego dzialania.

Regulamin dla mnie jasny i jak najbardziej na miejscu. Szanuje to ile Adam wklada pracy w sesje i doceniam fakt ze mozemy sie spotykac. Po prostu czasami cos nie wychodzi.
No to czekam na nastepna sesje…

Nathaniel Road 5
 

Kondzio, mnie naprawde teksty postaci nie irytuja jako gracza. Postać owszem i w efekcie na chwilę obecną Alejandra bynajmniej fanką Gabriela nie jest.
Mnie natomiast irytują wjazdy personalne i komentarze innych graczy (nie postaci), w czym moim zdaniem Ty przodujesz. Bo jak mamy ochote pogadać o pierdołach to umówmy sie na piwo. Jak chcemy pograć to umówmy sie na sesje. Aa taki wieczór, gdzie to ani klimatu sesji nie ma (bo ktos go rozpierdziela) ani na luzie porozmawiać nie można (bo w końcu gramy sesje) to dla mnie takie ni pies ni wydra i poczucie, że ten czas mozna było spędzić lepiej.
Ogólnie rzecz biorąc pomysł Adasia na ostatnia sesje mi sie podobał (klimat a la Kult) ale realizacja jak dla mnie sprowadzała się do określania pozycji postaci na kartce i związanych z walką deklaracji. Czuje niedosyt, bo przeciez na takiej sesji powinno sie odczuwac troche strachu i emocji – zeby było sugestywnie. Do tej pory wspominamy sesje na statku gen. Chaveza. Nie ze wzgledu na duzo deklaracji zwiazanych z walka. No nie wiem, moze ja jakos dziwnie odbieram sesje i mam diametralnie inne potrzeby od pozostałych graczy.
No nic, ja znikam sie pakować. Pozdro!

Nathaniel Road 5
 

Konrad, są różne sytuacje w życiu i rozumiem, że musiałeś coś dokończyć. Myślę, że trzeba być wyrozumiałym, zwłaszcza teraz gdy masz małą w domu…

Dla mnie nie jest to problem w takim wymiarze jaki zaprezentowałeś na poprzedniej sesji. Flow gry zaburzało nie tylko to, a ostre słowa moim zdaniem również były uzasadnione fabularnie (Ty widzisz, co ten rzeźnik zrobił, a ona o współczuciu…) – co nie znaczy, że Cię Angel za nie nie wyzwie – co również jest uzasadnione fabularnie :)

Chcę, żeby było jasne – regulamin nie powstał tylko ze względu na Konrada, ale ze względu na wszystkich. Są w nim rzeczy sprzed gry Konrada czy nawet Werci i nie tyczy się on jedynie GSów.

Werciu, Pies ni wydra – patrz punkt 3. I zdecyduj proszę czy Ci to odpowiada raz na zawsze. Potrzeby graczy istnieją, ale moja sesja nie istnieje tylko dla potrzeb graczy, wszystko to opisałem i proszę o dokładne przeczytanie.

Pragnę zauważyć znaczące różnice we wczuciu się graczy na poprzedniej sesji i jeśli miałbym to ocenić to ani Konrad ani Wercia nie przodowali w tym.

Co do realizacji to coś w tym jest, może trzeba było ograniczyć rzuty do minimum, ale z drugiej strony miałem zamiar nieco bardziej oddać charakter systemu w którym rzadko coś się udaje. Los chciał jednak, że udawało wam się bardziej niż dobrze – nikt nie spanikował, nikt nie poddał się obcej mocy, nikt nie pudłował w ważnych momentach… Wyglądało jak diablo na poziomie Easy z przechodzeniem przez kolejne lokacje :)

Popracuję nad usprawnieniem systemu, może napiszę na szybko jakąś apkę…

Jak z każdej sesji postaram się wyciągnąć wnioski, ale nadal bardzo proszę o przeczytanie mojego regulaminu i świadomą decyzję czy odpowiada wam on czy nie. Zakładam, że osoby, które zjawią się na następnej odsłonie odpowiadają na niego “tak szanuję to i będę się stosować”.

Nathaniel Road 5
 

Znów piszę z konta Werci. Oficjalnie bo lubię, a nieoficjalnie bo nie pamiętam hasła do mojego konta.

Przeczytałem regulamin. Szanuję Twoje stanowisko Adaś. Zawsze byłem zwolennikiem wprowadzania pewnych reguł i porządkowania sesji. To co mi w nich nie odpowiada to nie jest luźna przyjacielska atmosfera. Lubię spotkać Was. Porozmawiać. Popytać. Poczuć co tam u innych słychać. Czy w końcu po raz N-ty powspominać jakieś dawne sesje czy inne wydarzenia aby obudzić dawne emocje.

Z drugiej jednak strony bardzo, ale to bardzo mi przeszkadzają głupie wtręty i komentarze na najniższym poziomie. Rodem z pod budki z piwem. Prawie wszystkim nam się one zdarzają, ale myślę że łatwo można je wyeliminować. Bo do tego potrzeba li tylko odrobiny dyscypliny. Uświadommy sobie że nawet krzywy uśmiech, spojrzenie, cokolwiek może popsuć scenę którą jedno z nas rozgrywa z MG lub z drugim graczem. A takie sceny (indywidualne) bardzo często pozwalają odegrać charakter postaci, jej indywidualizm. Czyli wszystko to co pod względem RPGowym gram z Wami, a nie w Diablo czy Dragon Age na komputerze.

Dlatego podoba mi się ten regulamin. Akceptuję, choć mam dwa ale:
- jest nie negocjowalny? To czemu Wercia może go edytować ;)
- za bardzo starasz się partycypować w relacjach graczy. Jak mam zamiar po marudzić Konradowi że Luna wytrzyma 30 minut więcej bez spaceru to wolałbym to móc zrobić na następnej sesji :) Mnie się zdaje że taka kwestia będąca w istocie niemal żartem nie powinna być regulowana regulaminem. A jak Zbyszek mi powie że jestem głupi to wolę z nim się o to pobić niż stosować regulamin. Łatwiej: jesteśmy grupą przyjaciół. Konrad od lat mnie irytuje z jakiś powodów i od lat bardzo go lubię. Wszyscy którzy uczestniczą w tej sesji są mi bliskimi osobami. A takich wielu nie mam. Więc dziwnie się czuje jak jakiś regulamin ma być nadrzędny względem tych relacji.

Wracając do samego regulaminu. Przeczytałem. Na siłę wyciągnąłem wszystko z poszczególnych zapisków co może mnie dotyczyć. Będę teraz medytował aby stać się lepszym graczem :)

Mariusz

PS. Gdzieś tam chciałem jeszcze wtrącić zapis że moje podejście do Was i RPG jest niezmienne i nienegocjowalne (i każdy kto mnie zaprasza na sesje chyba wie jaki jestem) ale jakoś nigdzie ten zapis mi nie pasuje :)

Nathaniel Road 5
 

Bardzo mi się podoba, co napisałeś Mariusz.

Chciałem jedynie dodać, że relacje graczy wpływają na całość odbioru sesji. I jakkolwiek fajnie, że chcesz się pobić ze Zbyszkiem jeśli byłby powód to chciałbym, żeby nie działo się to na sesji.
Z kwestii Luny można również się pokłócić, czy przypadkiem pies przyzwyczajony do wyprowadzania o określonych porach nie narobi hałasu chcąc dostać się do Eli i małej. Nic mi do tego, że powymieniacie/my uwagi na ten temat poza sesją, ale podczas przygody psuje to klimat i ktoś musi ostatecznie zjeść żabę, żeby skończyć dyskusję. Jak jeden gracz traci humor, to sesja podupada – co dobrze wiecie. Nie mówiąc o tym, że ja czuję się czasami jak rozjemca, a nie chcę tej roli pełnić.

Podsumowując – na sesji takie wtręty więcej zepsują niż pomogą IMHO, dlatego proszę o ich ograniczenie. Dokładnie taki sam komentarz można uczynić po przygodzie, prawda? Zapewniam, że odbiór u adresata też będzie lepszy niż w samym środku odgrywania.

Nathaniel Road 5
 

Tutaj prawdziwa Wercia :)

Adas, napisales:
“Werciu, Pies ni wydra – patrz punkt 3. I zdecyduj proszę czy Ci to odpowiada raz na zawsze. Potrzeby graczy istnieją, ale moja sesja nie istnieje tylko dla potrzeb graczy, wszystko to opisałem i proszę o dokładne przeczytanie.”

Po pierwsze: zanim napisalam moj komentarz przeczytalam regulamin. Nie za bardzo wiem, dlaczego podejrzewasz, ze tego nie zrobilam.
Po drugie: gdybys uwazniej przeczytal moja wypowiedz to moglbys zauwazyc, ze chodzilo mi o cos innego. Dla mnie udana sesja musi miec klimat. Przy czym klimat nie wymaga 100% powgi i skupienia przez caly czas. Natomiast jak dla mnie to te afmosfere moze zburzyc zachowanie graczy na sesji i ich nastawienie – czy sa wjazdy, wtrety, glupie komentarze. Dla mnie klimat sie buduje i jest to wspolne ‘dzielo’ wszystkich graczy i MG. I to wcale nie jest tak, ze ktos powie jakas glupote a potem posiedzi cicho przez 15 minut i juz jest git. Jezeli takie elementy sie pojawiaja, to mnie jest naprawde trudno wczuc sie w postac. Moze jestem pod tym wzgledem jakims dziwadlem.

Swoja droga wydaje mi sie, ze wszyscy, wlacznie z Toba, pominelismy co najmniej jedna istotna kwestie na ostatniej sesji i uwazam, ze gdyby klimat byl to raczej nasze postaci by tego nie zignorowaly, a tak to po prostu przeszlismy wszyscy zgodnie do kolejnej lokacji. Chodzi mi o to: Carlos wpada nagle do pomieszczenia, gdzie jest reszta postaci, walczac z jakims ukarem. Chwile wczesniej stracilismy kontakt przez skrzekotke z Alicja. Po zakonczeniu walki nikt nawet nie zapytal sie Carlosa skad sie ten ukar wzial: mogl zejsc z innego pietra albo wejsc od ogrodu. Jak wszedl od ogrodu to szansa, ze cos sie stalo Alicji jest calkiem spora. A tu nikt ani slowem tematu nie poruszyl, z Estebanem i samym Carlosem na czele.

Naprawde uwazam, ze nie mam wyjatkowo dziwnych i rzadko spotykanych oczekiwan wzgledem sesji. Chociaz jezeli takie sa, to prosze, popraw mnie.
Moje potrzeby sa takie:
- brak wjazdow, wtretow i bezsensownych i psujacych klimat przerywnikow;
- sesja majaca swoja atmosfere, w ktora ja jako gracz moge sie wczuc.
I przy pelnym poszanowaniu tego, ze sesja jest nie tylko dla graczy, ale rowniez dla mistrza gry, bede przy nich obstawac, bo jako gracz i uczestnik sesji mam swoje wzgledem niej oczekiwania. Dokladnie tak samo jak swoje oczekiwania ma kazdy inny gracz i mistrz gry.

Piszesz: “W moim rozumieniu sesja to coś pomiędzy powagą premiery teatralnej a luźnym spotkaniem towarzyskim w pubie. Na wszystko jest miejsce – na żarty i na grę w skupieniu.”
Popieram w 100%. I wydawalo mi sie, ze wiekszosc naszych dotychczasowych sesji GS byla udana egzemplifikacja tego stwierdzenia. Jednak jezeli wedlug Ciebie to ostatnia sesja byla udana realizacja tego hasla, to ja sie z niej wypisuje. Bo oznacza to, ze po prostu nasze oczekiwania sa jednak zbyt rozbiezne.

Nathaniel Road 5
 

Tu prawdziwy Adam ;)
Zaczynam żałować, że nazwałem swój tekst regulaminem, bo chyba nikt nie zauważa, że użyty był tam cudzysłów. No ale niezależnie od niefortunnego doboru słów (bo to raczej określenie moich zapatrywań, a nie zamordystyczny regulamin) – już będę kontynuował nazywanie tego w ten sposób dla uproszczenia rozmowy.

Wybacz, pomyślałem sobie, że nie miałaś zwyczajnie czasu przed pracą koło 6stej na przetrawienie takiej ilości tekstu – stąd moje odesłanie Ciebie do regulaminu, jeśli było inaczej – cofam moje słowa :)

Co do psa i wydry to raczej chodziło mi o zdanie (wybacz przeskok myślowy):
“Bo jak mamy ochote pogadać o pierdołach to umówmy sie na piwo. Jak chcemy pograć to umówmy sie na sesje.”
W moim odczuciu to przykład braku możliwości osiągnięcia kompromisu… To co chciałem zaznaczyć w “regulaminie”, to fakt, że planuję na moich sesjach osiągać zarówno jedno jak i drugie.

“wjazdy, wtrety, glupie komentarze” – miałem wrażenie, ze rozprawiam się z tym zjawiskiem w regulaminie w punkcie 3. Nie uważam jednak, że jeden incydent (o umiarkowanej sile, a nie chamski powodujący np. kłótnię or something) kładzie klimat na całą sesję…

Klimat tworzą gracze i MG, jest nas aktualnie 5tka. Wydaje mi się, że jeśli nawet jedna osoba przeszkadzałaby cały czas – dziwnym jest, że pozostali nie potrafią jej zdominować i popchnąć sesji w dobrym kierunku. Albo się nie staramy, albo jesteśmy przewrażliwieni. To tyczy się dowolnych zgromadzeń ludzkich ;)

Co do kwestii “pominiętej” – nie czuję problemu i pozwolę się sobie nie zgodzić. Carlos nic nie powiedział, bo miał nic nie powiedzieć, pewnie wyjaśni się wszystko na następnej sesji. Pominięcie tego faktu przez Estebana itp. – też wątpliwe, bo w toku wydarzeń i walki z demonem zaraz po zaistnieniu braku komunikacji można o tym na kilka chwil zapomnieć. Wszystko działo się szybko i było bardzo emocjonalne (przynajmniej dla postaci), a “przejście do następnej lokacji” w postaci odkrycia dodatkowego pokoju dość naturalne… Co innego, że gdzieś na początku następnej sesji powinien się uruchomić co poniektórym instynkt “o k… a co z Alicją?” :) Po to opisy na obsidianie – żeby te emocje odświeżyć :)

Szanuję bardzo Twoje potrzeby i zdecydowanie jestem za tym, żeby z takowych nie rezygnować, a jedynie trzeźwo skonfrontować je z tym co oferuję ja. Jestem zdania, że sesja jest dla wszystkich uczestników i wszystkim powinna sprawiać przyjemność. Pamiętajmy jednak, że to MG ponosi największy koszt czasowy, tworzy świat, oferuje coś – zatem stawiam tą funkcję mimo wszystko nieco powyżej. Bardziej mi się też kłoci gdyby MG wychodził z sesji niezadowolony – niezależnie od tego kto nim jest. To po prostu trochę nie fair.

Moim zdaniem całość problemu (o ile tak to można nazwać) polega na różnym rozumieniu pewnych idei i różnym poziomie wyrozumiałości/tolerancji. Kiedy dawno temu miałem przyjemność grać z Mariuszem i Zbyszkiem w mniejszym gronie bywały sesje lepsze jakościowo i takie, które w sumie przeradzały się w durne gadanie o dupie Maryny. Nie przypominam sobie jednak momentów, kiedy mielibyśmy o to do siebie wzajemnie pretensje – wspólne granie/gadanie, wspólna odpowiedzialność. Świat nie kończy się po jednej nie satysfakcjonującej sesji i ocenianie na jej podstawie całości jest niesprawiedliwe. Takie sytuacje wręcz były mobilizujące i oczyszczające atmosferę – zupełnie naturalnie wpasowywały się w nasze spotkania.

Pozwala mi to myśleć, że mam dość zbieżny “balans” pomiędzy luzem a powagą na sesji jak oni. Konrad moim zdaniem idzie zdecydowanie bardziej w stronę luzu (co niejednokrotnie nam przeszkadzało), podczas gdy Ty Werciu w stronę tak zwanej powagi (co również przeszkadzało przynajmniej 2 osobom – w tym mnie).

Według mnie kompromis jest możliwy, ale nie będzie to nigdy konsensus, co należy zrozumieć. Dlatego położyłem taką emfazę na wzajemną wyrozumiałość i próbę zrozumienia odmiennych potrzeb. Jest mi równie daleko (blisko?) do Ciebie, co do Konrada, tylko w innych kierunkach. Jedynym rozwiązaniem jest wzajemna wyrozumiałość i prowadzenie od czasu do czasu sesji “pro-Kondziowych” i “pro-Werciowych”. Większość jednak będzie umieszczona po środku, a co za tym idzie w pewnym stopniu będą wymagające dla Ciebie i Konrada.

Zbyszek i Mariusz nie muszą praktycznie nic zmieniać, bo wpasowują się przypadkowo zupełnie dobrze w to co oferuję. Kondzio wie, że ma tendencje do trollowania i zadeklarował, że to zmieni grając u mnie.

Co do naszej ostatniej sesji – nie jawi mi się jako skrajnie nieudana. I tak – mam zamiar od czasu do czasu prowadzić takie przygody. Można było lepiej? – w 100% się zgadzam, zawsze można lepiej. Wolałbym jednak, żeby podobna krytyka miała wymiar merytoryczny np. “mógłbyś lepiej opisać zgrozę wydarzeń”, albo “NPCe są ostatnio jakoś mniej plastyczni” – czyli coś co mieści się ramach wyznaczonych przeze mnie, a nie odwraca mój sposób prowadzenia do góry nogami narzucając rzeczy których nie chcę (np. kontrolować i komentować zachowanie dorosłych osób na sesji, czy też zupełnie olewać interakcje nie związane z głównym wątkiem fabuły…)

Wolałbym uniknąć wracania do tych samych odgrzewanych kotletów. Nie pracuję w charakterze MG, ja się tym bawię… I na takim poziomie mam zamiar to pozostawić. Po to rysuję teraz sztywne granice i definiuję pewne rzeczy, żeby nie usłyszeć już nigdy od Kondzia, że sesja była za nudna i za mało dynamiczna, ani od Ciebie Werciu, że klimat był zupełnie nieciekawy i sesja nie spełniła Twoich oczekiwań jeśli chodzi o skupienie graczy. Strzelanie focha w tym sensie jest w moim odczuciu niesprawiedliwe i przekreśla dla mnie przyjemność prowadzenia wam sesji. Kiedy człowiek idzie do kina, wybiera sobie film, a nie próbuje zmieniać usilnie komedię w horror :)

Moja poprzednia potrzeba przerwy w prowadzeniu wynikała właśnie z takich nieprzyjemnych sytuacji. Stawiam sprawę jasno po to, żeby uniknąć podobnych kwestii teraz.

Nathaniel Road 5
 

Hej Adaś,

Dzieki za odpowiedź :)

Ja tak na szybko ustosunkuje sie do tego co napisales. Jezeli bedzie srednio skladnie to przepraszam, ale niedawno dotarlam do domu po prawie 10 godzinach podrozy.

Jesli chodzi o MG i jego role – jak dla mnie prowadzi bo lubi. Jakby nie lubil, to by tego nie robil. Nikt mu za to nie placi chociaz oczywiscie gracze moga i powinni byc wdzieczni. Na zasadzie umowy z innymi graczami spotyka sie z nimi i prowadzi to, co sobie wymyslil. Jak mu granie gracza nie odpowiada albo jak graczowi MG nie odpowiada, to po prostu moga ze soba nie grac i zazwyczaj tak jest.
Ja to widze tak: MTG cos sobie wymysla, chce to poprowadzic innym, inni chca, zeby on im to poprowadzil wiec wszyscy sie spotykaja i to robia. A to, ze MG spedza nad tym 10h dziennie czy 10 minut tygodniowo, to juz kwestia jego przygotowywania sie i zaangazowania. Czy to, ze np. Zbigi tworzac NPCow lub wlasna postac (opisy, zdjecia, dodatki itd) spedzil duzo czasu na obsidianie oraz jeszcze w czasach przed-obsidianowych oznacza, ze ma najwiecej do powiedzenia w kwestii sesji/kampanii, bo spedzil nad nia najwiecej czasu po MG, a Kondzio, bo poki co wrzucil tylko opis postaci otrzymany od Ciebie (z tego co kojarze, bo sama go nie czytalam) ma do powiedzenia najmniej?

Co do poziomu wyrozumialosci/tolerancji, o ktorym piszesz i nieudanych sesjach, ktore nie oznaczaja konca swiata. Wydawalo mi sie, ze po postatniej sesji sam powiedziales/napisales, zebysmy sobie w takim razie wszystko prosto i szczerze mowili, zeby roznych niedomowien unikac i zeby bylo wiadomo, co kto mysli. Dlatego chyba po raz pierwszy na cos takiego sie zdecydowalam. Nie twierdze, ze wszystkie Twoje sesje sa takie czy inne. Ale sam napisales, zebym sie okreslila co do oczekiwan. Wiec napisalam, jakie one sa. I nie wiem czemu masz jakies dziwne przekonanie, ze na sesji oczekuje powagi i cierpienia. Moze po czesci dlatego, ze Mario sie nie wypowiedzial do konca w temacie swoich oczekiwan, a Zbigi w dyskusji w ogole nie uczestniczy.

Z kolei dla mnie sesje z gadaniem o przyslowiowej dupie Mryny od czasu do czasu sa ok – nie oczekuje, ze bedzie sie na nich dzialo niewiadomo co. Nie oczekuje (wbrew Twojej teorii na temat moich potrzeb jako gracza, ktora kiedys wyluszczyles) tez masy indywidualnych watkow, ktore maja mnie uszczesliwiac jako gracza. Oczekuje za to fabuly i klimatu, ktory wciaga. Moze byc w rodzaju “rzewnosc i powaga” albo “bawmy sie i pijmy wino i gadajmy o pierdolach” – tak dlugo jak klimat jest to ja nie narzekam. Takie sesje byly w GS i byly fajne.

Swoja droga: wprowadzasz pojecie “sesja pro-Werciowa” i stawiasz to jakiejs opozycji do oczekiwan Juniora i Zbyszka. Mozesz wyjasnic, co dokladnie sie pod tym kryje?

Natomiast nadal obstaje przy stwierdzeniu, ze jezeli mamy (z roznych powodow, ktore obiektywnie sa i jako takie trzeba je przyjac) czas na granie od 20 do 23:30, dajmy na to pierwsza godzinka schodzi na gadanie niezwiazane z sesja, to pozostaje 2.30 na sesje – to nie jest duzo. No chyba ze znowu mam jakies oczekiwania na wyrost. To niech to bedzie 2:30 fajnej gry.

Wiem, ze fajnosc mozne roznie definiowac w zaleznosci od gracza. Ostatnia sesja mi sie nie podobala. Nie strzelam focha, myslalam, ze mam wyrazac opinie. Co konkretnie mi nie odpowiadalo:
- wtrety, komentarze itd. i skutkujacy brak klimatu.
- brak komunikacji miedzy postaciami poza poczatkowa dyskusja; a chyba w zasadzie brak interakcji. Jasne, to nie tak ze sie nie odzywalismy do siebie, ani ze takie miejsce to idealna lokacja do dialogow, ale jak dla mnie brak rozmow w skali sesji troche przeszkadzal. Zwlaszcza ze…
- zwlaszcza ze byl polaczony z takim przechodzeniem z pokoju, gdzie byly coraz to straszniejsze rzeczy i niestety te rzeczy (choc obiektywnie byly obrzydliwe i potworne) nie wywieraly zbytniego wrazenia na atmosfere sesji/graczy. Bo jezeli ktos mysli o czyms innym albo nie patrzy na opisywane wydarzenia poprzez pryzmat swojej postaci (innymi slowy się w nią nie “wczuwa” – wiem, ze to WOD-owskie okreslenie, ale akurat jak dla mnie dobrze oddaje, o co mi chodzi) albo jest zirytowany niedawnym komentarzem/wtrętem, to mozesz tam opisywac groze, o jakiej Lovecraftowi sie nie snilo, a i tak efektu szczegolnego nie bedzie. Przyjmie sie do wiadomosci fakt istnienia opisywanej potwornosci i pojdzie dalej.
I nie wiem jak Ci to inaczej opisac: po prostu potwornosci podczas sesji na statku Chaveza robily wrazenie, a te nie (chociaz oczywiscie zgadzam sie w pelni, ze budzily groze i przerazenie), a przynajmniej nie w takim stopniu, jak ja bym tego chciala i jak by mogly.
- Dodatkowo wydawalo mi sie, ze wrazenie wywolane pojawieniem sie tego demona zostalo zminimalizowane przez rzuty kostka na proby jego ubicia/uszkodzenia.
- Ogolnie bylo duzo rzutow, strzelania, okreslania pozycji i jak najbardziej takie rzeczy sa ok na sesji,, po to mamy karty i statystyki i mozliwosc uzyskania sukcesu i botcha, ale tutaj zabraly jak dla mnie 2h z 2:30 calej sesji.

Dobranoc i do zobaczenia!
Wercia

Nathaniel Road 5
 

Hej. Oj, coś mimo zauważalnej chęci z obu stron nie możemy się dogadać… Uprzedzając – nie ma to nic wspólnego ze składnością wypowiedzi :)

Odpiszę bardziej skrótowo, bo niepotrzebnie poprzednio rozwlekłem temat. Powinienem iść spać, ale jakoś nie potrafię tak tego zostawić ;)

Przygotowywanie sesji to dla mnie mierna przyjemność, fajna jest dla mnie dopiero sesja, wszystko opisałem w “regulaminie”, żebyście wiedzieli z czym to się dla mnie wiąże. Może jestem dziwny, może nie – tak czy siak grając u mnie trzeba dostosować się do moich reguł. Tego wymaga elementarny szacunek do mojej pracy włożonej w sesję.

MG lubi prowadzić, ale w wyznaczonych ramach. Mnie nie podoba się zbyt luzacka postawa na sesji, ale również strofowanie innych graczy, że zachowują się nie tak i presja na wczuwanie się/klimat. Myślę, że nie ma sensu już tego roztrząsać.

Ja to widzę tak: MG coś oferuje, określa zasady. Gracze na nie przystają i je szanują, lub rezygnują z gry.

Mówienie sobie szczerze i wprost jest jak najbardziej cenne i je pochwalam. Nie podoba mi się jednak powracanie do tego samego oklepanego tematu, mimo, że wiadomo jakie mam stanowisko. Ja chcę mieć luz na sesjach i chcę czasem powiedzieć coś głupiego, tego samego chcę dla innych graczy i wolałbym być za to nie strofowany lub poprawiany tylko dlatego, że masz inne zapatrywania w kontekście kompozycji czasu sesji.

Zatem uwagi konstruktywne w stylu “po prostu potwornosci podczas sesji na statku Chaveza robily wrazenie, a te nie” – są super, bo można o nich podyskutować i wyciągnąć fajne wnioski dobre dla wszystkich.

Uwagi w stylu “Konrad gadał i nie mogłam się wczuć w klimat” – już nie, bo gadanie Konrada lub innych (choć bez przesady) mieści się ramach, które chcę widzieć na sesjach. Można mielić ten temat dowolnie długo, ale nic to nie zmieni – tylko wszystkich (lub część) kolejny raz wkurzy.

Nie napisałem nic o cierpieniu, ale napisałem o powadze. Powaga w sensie poważnego podejścia do grania w RPG, a nie braku wątków humorystycznych/lekkich na sesji.

“Z kolei dla mnie sesje z gadaniem o przyslowiowej dupie Mryny od czasu do czasu sa ok” – chciałem uściślić, że chodziło mi tutaj o całkowicie pozasesyjną dupę Maryny, a nie picie wina przez Hazatów w ogrodzie, zatem pogarszanie proporcji dobrej gry do “złej”…

Pro-Werciowa = “z naciskiem na poważne podejście do grania w RPG”, lub generalnie spełniająca wypisane przez Ciebie oczekiwania z czasowym wypełnieniem sesji włącznie i wczutym grzecznie Konradem na drugim końcu.

Nie zdefiniuję oczekiwań Zbyszka i Mariusza, bo to ich sprawa. Podobna analiza nie ma sensu. Wiem jednak, że kiedy z nimi grałem (a to większość mojej praktyki mistrzowania) problem graczy niezadowolonych z braku wczucia się w sesję praktycznie nie istniał. A prowadziłem tak jak teraz i tak samo miały miejsce wtręty i braki skupienia. Pozwala mi to plasować ich może nie w opozycji, ale w pewnej separacji od Twoich zapatrywań, jak i zapatrywań Kondzia.

Nie oszukujmy się również – Zbyszek musiał się nagiąć gdy graliśmy pierwszy raz w GSy do właśnie Twoich oczekiwań, pamiętamy przecież rozmowy na ten temat i strofowanie go. Po części z powodu Konrada, ale w 90% z mojego – nie mam zamiaru tym razem się naginać do któregokolwiek z graczy i prosto deklaruję ten fakt, że sesje prowadzę na moich zasadach.

Jakkolwiek rozsądnie brzmi kwestia 2:30h dobrej gry – szanuję, ale nic nie obiecuję. Chcę mieć dowolność w tej kwestii i również i to stawiam jasno.

Dziękuję za uwagi odnośnie sesji! Właśnie o taką merytorykę mi chodzi. Postaram się przyjąć wszystko co możliwe i nie stojące w opozycji do mojego podejścia do RPG.

Nie pozwala mi całkiem negatywnie ocenić poprzedniej sesji fakt, że oprócz Twojej krytyki dostałem również pozytywny feedback. To samo w sobie udowadnia już rozdźwięk oczekiwań graczy. Nie chciałbym jednak, żeby stało się to polem do kolejnej dyskusji.

Nadal powtarzam – ja po prostu coś wam oferuję i dbam o przejrzystość tej oferty. Wasze oczekiwania nie muszą być zwerbalizowane, bo to Wy jesteście odpowiedzialni za odpowiedzenie sobie na pytanie “podoba mi się ta oferta, czy nie”. Nawet gdybyście wszyscy jak jeden mąż stali na jednym biegunie – nie znaczy to, że moja oferta uległaby zmianie.

Nathaniel Road 5
 

Wow… tyle lat już gramy ze sobą i dopiero teraz takie długie wywody.
Wiele pisaliście o moich komentarzach- to prawda- ale ja uważam że na sesjach powinniśmy się dobrze bawić- oczywiście każdy ma inną kategorię tej zabawy.
Klimat na ostatniej sesji psuliśmy sobie nawzajem- Ja docinkami i jednym wyjściem na fajke- Wercia i Zbyszek fajkami- Junior bez winy też nie jest bo analizował na początku wszystko co zrobiliśmy na ostaniej sesji. Tak ja to widze.
Jesteśmy dorośli, jesteśmy przyjaciółmi- nie możemy sobie zwrócić uwagi??? Przecież wystarczy powiedzieć mi że – Konrad weź kurwa graj bo psujesz klimat- i ja to zrozumiem. A jeżeli widzę tylko milczenie, to uznaję to jako ciche przyzwolenie. Lubie tez obserwowac reakcje na moje komentarze- bardzo zle hobby- zmienie je sobie.

Ja nikogo pouczac nie bede jak ma prowadzic i grac. Grajmy tak abysmy dobrze sie bawili.

Byc moze wejscie mojej osoby na GS bylo zlym pomyslem i lepiej Wam sie gralo beze mnie? Ja spokojnie moge odpuscic sesje gdyz zalezy mi na dobrych relacjach i Waszej dobrej zabawie.

Nathaniel Road 5
 

Prawda? Wytrzymałość ludzka jest spora… Moja się jednak skończyła.

Mnie się nie grało lepiej bez Ciebie, a co za tym idzie Twoja rezygnacja bądź nie nic nie zmieni. Podobnie jak rezygnacja kogokolwiek gwoli ścisłości.

Ja chcę mieć dynamiczne podejście do sesji i nie mam zamiaru się specjalnie skupiać, ani też specjalnie przeszkadzać. Komentarze chamskie i bez sensu – nie. Komentarze śmieszne i celne – czemu nie.

To wszystko naprawdę jest dość banalne.

Nathaniel Road 5
 

No wlasnie… dynamika… mniej analizy i wiecej zywiolu, szczegolnie podczas akcji…
Reszte wypowiedzi tez zrozumialem:)

Nathaniel Road 5
Fenris_s

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.