Mrok Między Gwiazdami

Bitwa

Znaki zbierały się od dawna. Tajemnicze wizje, zaburzona komunikacja podprzestrzenna, czy wreszcie budzący grozę i zdziwienie statek Vau namierzony na granicy układu…

Nawet uroczysta biesiada urządzona na cześć powracających do domu synów Arevalo zmącona była niewypowiedzianym niepokojem serc. I jak miało się okazać nie był to tylko strach przed zbliżającą się bitwą.

Zawiesisty, mokry i zamglony dzień został wybrany przez szlachetnego hrabiego Manuela de Aragon na rozstrzygnięcie nieuniknionego sąsiedzkiego sporu Avila-Alba.

Obozy wojskowe obu stron tętniły życiem, rozmieszczone nieopodal wyznaczonego miejsca na neutralnych ziemiach hrabiego. Oba sztaby zebrały się, aby obradować nad zwycięską taktyką. Angel został mianowany przez swojego ojca na głównodowodzącego bitwy.

Uznano, że najlepszą strategią będzie inspiracja słynnym manewrem Scypiona Hazackiego, czyli osłabienie swoich centralnych linii i schwytanie wrażej armii w kleszcze.

Słońce zaczęło mocniej świecić nad Arevalo rozrzedzając mgłę i ukazując pole bitwy. W tym samym czasie do obu stron dotarła depesza o mrożącej krew w żyłach treści – “Słońce nad Vera Cruz gaśnie”

Adwersarze: Baron Frederico Alba de Aragon i Baron Porucznik Elasar Domenico Avila de Aragon spotkali się na samym środku pola bitwy przypływając na swoich powietrznych rydwanach.

Ktoś puścił plotkę, że bitwa będzie odwołana. Ktoś zaklął…

Zgodnie z naturą Hazatów, oraz ustaleniem, że nie będzie przelewana krew szlachecka nie odstąpiono jednak od konfliktu.

Na początku bitwy Angel odebrał tajną depeszę od Przewoźników, że za “niewygórowaną” cenę 250F są w stanie przesłać zdjęcie satelitarne obozu wroga, co może zdradzić ich wstępne rozmieszczenie i skład. Mimo, że rodzina mogłaby pokryć takie koszty, Angel odrzucił ofertę jako niehonorową.

Esteban ostatnie trzy dni spędził na medytacji i obcowaniu ze spuścizną świętych. Oparł się pokusie złożenia modłów do kontrowersyjnego eskatonicznego świętego, który mógłby potencjalnie wspomóc bitność oddziałów. Złożył za to swe ręce błagając Mantiusa i Lexiusa aby zwiększyli obronność i hart ducha wybranych jednostek.

Alejandra czyniąc zadość starej tradycji zawiązała wstążkę na ramieniu Angela na znak, że go wspiera i czyni go swoim championem. Niektórzy mogli pomyśleć jednak, że chodzi o coś zupełnie innego…
Córka generała Sancheza odparła grzecznie zakusy Albów, odmawiając zaproszenia do wrażego sztabu.

Avila wystawili armię złożoną z 1200 włóczników (6 jednostek), 2 oddziałów mieczników (po 170), 5 oddziałów chłopów (po 200), 450 łuczników (3 jednostki), doborowych kuszników (80), dwóch jednostek lekkiej jazdy, dwóch oddziałów nomadycznych bojarów (z ziem Arevalo), oddziału hardych toporników, oraz doborowej ciężkiej jazdy typu aragońskiego.

Alba rzucił na szalę życie zaciężnych Lancknechtów w zatrważającej liczbie 960 doborowych żołnierzy władających flambergami (8 jednostek), 1000 chłopów (5 jednostek), dwa oddziały mieczników, 5 oddziałów lekkiej jazdy i 150 łuczników.

Szlachta żadnej ze stron nie pochyliła się nad podniesieniem morale wojsk płomiennymi mowami, jednak do walki dołączono kilka ważnych osób. Fernandez objął dowodzenie nad oddziałem mieczników, Lu poprowadził zaciężnych kuszników, a Noriega wsparł toporników.

Po stronie Albów również można było dostrzec trzech wyróżniających się dowódców.

Głównodowodzący strony Albów kiedy tylko spostrzegł taktykę adwersarza starał się zapobiec kumulacji wojsk w centrum. Rozpoczął bitwę wydając piechocie rozkaz rozciągnięcia linii.

Wojska Avila nie atakowały, jedynie Bojarzy zostali wysłani w stronę wroga, żeby nękać go gradem strzał. Konnica obu stron przygotowywała się na manewr oskrzydlający, jednak całość zamieniła się w wojnę pozycyjną. Nikt nie chciał wejść w zasięg szarży.

Piechota Albów krok za krokiem zbliżała się do linii wroga, jednak cierpiała bardzo z powodu ostrzału łuczników. Nawet szeregi ciężkozbrojnych lancknechtów zostały uszczuplone. Poplecznicy Alby zastosowali ryzykowny manewr ustawienia się w szachownicę, co dawało im lepsze szanse w przypadku szarży przeciwnika, ale niestety spowolniło ich pochód do przodu. Również wyznaczone pole bitwy ograniczyło ich możliwości w tym względzie.

Kiedy wojska były już naprawdę blisko siebie, stała się dziwna rzecz. Chłopi z Arevalo w nietkniętej liczbie 200 nagle zaczęli panicznie uciekać z pola bitwy. Angel poczuł dziwne ukłucie niepokoju, ale na tamten moment nie skojarzył go z niczym złym.

Bitwa rozpoczęła się rwaną szarżą oddziałów Avila, nie wszystkie z nich miały szansę podejść do wroga. Linie obu stron załamały się i bitwa zmieniła się w chaotyczne lokalne potyczki oddziałów. Oskrzydlanie miało miejsce w samym środku pola, jednostki atakowały się od boków i z tyłu.

Szybko okazało się, że lancknechci choć silni i zdyscyplinowani nie radzą sobie z masą słabszych jednostek wroga. Avila byli szczególnie silni na prawym skrzydle wspierani przez ciężką, doborową jazdę.

Równie szybko okazało się również dla Angela i Estebana, że ktoś używa na polu bitwy psioniki. Jednostki Avila w zupełnie niespodziewany sposób panikowały, poruszały się losowo na polu bitwy i wracały do niej z pełnym impetem. Chaos się powiększał, ale straty Albów również.

Chwilę po tym, jak zaatakowany psionicznie Lu zerwał się z szałem i ruszył w bliżej nieokreślonym kierunku z prędkością szarżującego dzikiego Voroksa i krwawym mordem w oczach, szeregi Albów zaczęły się chwiać i słabsze jednostki uciekać. Jedynie lancknechci trzymali się jakoś i z godnością poddawali się i składali broń.

Tego dnia zginęło wiele ludzi, a triumf Avila był niepodważalny.

W ostatniej chwili Angel zidentyfikował źródło psioniki – była nim postać kierująca z oddali jednym z oddziałów lekkiej jazdy. Chwilę po tym poczuł ogromny ból – szybko okazało się jednak, że nie pochodzi z jego ciała, a jedynie jest cieniem tego co czuje Fernandez. Dzielny Hazat runął na twarz w samym środku pościgu za uciekającym wrogiem. Jego towarzysze prawdopodobnie nawet tego nie zauważyli…

Angel prosząc naprędce Amerigo i Estebana o “zajęcie się sprawą Lu”, który właśnie w szale szarżował na przerażonych włóczników Avila, wskoczył na koń, zebrał Bojarów i runął na pole bitwy goniąc oddalającego się psionika.

Comments

Piękny opis. Brakuje tylko zasadniczego stwierdzenia: rozbiliśmy ich w puch. Podliczyłeś straty i jeńców?

Bitwa
 

Łudziłem się, że słowo triumf wystarczy :)

Obliczyłem, dowiecie się jak będzie na to czas. Póki co Esteban ma zamiar okiełznać rozszalałego Voroksa, a Ty gonisz za jakimś psionikiem :]

Bitwa
fenriss

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.